bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Tel. 030 / 324 16 32
Fax: 030 / 357 91 850
webmaster@kontakty.org

1995 – 2024

WARTO WIEDZIEĆ – Wyspa potworów, Pennemünde. 

Tajemnice Peenemünde - gdzie się zrodziła era rakietowa. Gdyby popatrzeć na mapę Pomorza z czasów II wojny światowej, niewinnie wyglądająca miejscowość Peenemünde nie zwróciłaby niczyjej uwagi. 

Jednak ta niewielka wioska na wyspie Uznam stała się kolebką najbardziej rewolucyjnej i przerażającej technologii tamtych czasów – broni rakietowej. To tutaj, z dala od wzroku ciekawskich, naziści budowali swe piekielne machiny, które miały odmienić losy konfliktu.  

Początki były skromne, jak na później rozmiar przedsięwzięcia. W 1936 roku, niedoświadczony jeszcze wówczas inżynier Werner von Braun dostał zgodę na budowę ośrodka testowego na Uznamie. Szybko zaczęły tam powstawać pierwsze konstrukcje i stanowiska startowe dla nowych, rewolucyjnych rakiet dalekiego zasięgu. 

Von Braun i jego zespół doskonalili swe pomysły, nie bez przeszkód – legendą już obrosły nieudane próby, kiedy to rakiety kończyły swój żywot roztrzaskane o ziemię zaledwie kilkanaście metrów od wyrzutni.

Przełom nastąpił wraz z wybuchem wojny. 

Gdy Hitler sięgnął po Europę, zamówił u von Brauna tajną broń odwetową, która miała złamać opór aliantów. Tak narodziła się idea budowy największej rakiety świata – V2. 

Opracowana w pocie czoła w Peenemünde, mierząca 14 metrów długości i ważąca przeszło 12 ton, ta rakieta balistyczna była prawdziwą gwiazdą ośrodka. Pierwsza w pełni wyposażona w autopilota i napędzana ciekłym paliwem rakieta balistyczna na świecie.

Wraz z postępami inżynierów, rozrastała się też infrastruktura Peenemünde. Na wyspie utworzono potężny kompleks badawczo-produkcyjny, z zakładami montażowymi, zapleczem biurowym, hotelami robotniczymi i poligonem doświadczalnym rozciągającym się na kilkanaście kilometrów kwadratowych. 

W apogeum, w 1943 roku, nad projektem V2 pracowało tu ponad 10 tysięcy ludzi. Brama ośrodka otrzymała z czasem inskrypcję „Siła przez radość”, co było raczej ironią, biorąc pod uwagę nieludzkie warunki pracy i terror, jaki panował w Peenemünde. 

Zmuszonych do okrutnej harówki więźniów obozów koncentracyjnych traktowano jak zwierzęta robocze.

Nie bez powodu Peenemünde określano mianem „wyspy potworów” albo „Xanadu Hitlera”. Ten surrealistyczny ośrodek wydawał się być odebranym ówczesnej rzeczywistości. 

Eksperymentatorzy i konstruktorzy rakietowi spędzali tu dnie i noce, zamknięci w swoim naukowym getcie, pochłonięci przez swe mroczne prace. 

Życie tu toczyło się własnym, szalonym trybem, wyznaczanym przez odgłosy wybuchów i terminarz kolejnych prób poligonowych. Historia zna wiele anegdot krążących wokół Peenemünde, jak ta o tajemniczym inżynierze, który za nieustanne wygłupy doprowadził von Brauna do furii, a na miejsce egzekucji miał przybyć w windzie naziemnej załodze tylko w ręczniku…

Ale owoce pracy zespołu von Brauna wcale nie były parodią. Ogrom zniszczeń, jakich dokonały pociski V2, szczególnie po ich wprowadzeniu na front zachodni od jesieni 1944 roku, był przerażający. 

Miasta Londynu, Antwerpii, Liege i wielu innych legły w gruzach po nawałach rakiet balistycznych, na których opracowanie naziści poświęcili miljony godzin człowieka i pracy milionów robotników przymusowych. Była to zaiste broń totalnej zagłady. 

Co gorsze, raz wypuszczona w powietrze i naprowadzona na cel, nie mogła zostać ani przechwycona, ani zneutralizowana. Siła niesionego ładunku i prędkość, z jaką poruszała się rakieta, czyniły ją wtedy najmroczniejszym z pustawych przedsięwzięć III Rzeszy.

Cena, jaką ludzkość musiała zapłacić za ten krok naprzód w technologii, była olbrzymia. Można się tylko cieszyć, że ofensywa aliantów na Peenemünde poskutkowała wcześniejszą likwidacją ośrodka, zanim zdołał on osiągnąć pełną zdolność produkcyjną. 

Wraz z wyzwoleniem Uznamhu pod koniec wojny, era pionierskich badań rakietowych w Peenemünde dobiegła końca. Jednak dziedzictwo tego ośrodka miało trwać.

Niewyobrażalne jest, jak wiele istnień ludzkich i niewinnych ofiar pochłonęło rozwijanie programu V2 w tej „wyspie potworów”. 

Paradoksem jest też, że stojący na czele tego przedsięwzięcia Werner von Braun, człowiek odpowiedzialny za śmierć wielu tysięcy cywilów, po wojnie został bohaterem narodowym Stanów Zjednoczonych i jednym z ojców amerykańskiego programu kosmicznego. 

Zresztą cały Peenemünde po 1945 roku stał się dla aliantów skarbnicą wiedzy i cennego sprzętu. Broń, która miała zgładzić alianckie miasta, ostatecznie przyczyniła się do wyścigu kosmicznego i podboju kosmosu.

Ta mroczna historia skłania do refleksji nad dwoistą naturą ludzkiego geniuszu technicznego. Z jednej strony zdolność umysłu ludzkiego do niezwykłych innowacji, wizjonerstwa i pokonywania barier wie nas dalej w nowe obszary poznania i rozwoju cywilizacji. 

Jednak z drugiej, tak łatwo tę samą wiedzę i potencjał można wykorzystać do przerażających i wywołujących grozę celów. Jak zahipnotyzowani możemy zmierzać do stworzenia coraz doskonalszej broni zagłady, w imię postępu i naukowego awansu. 

Ośrodek Peenemünde stał się przestrogą przed dwulicowością ludzkiego geniuszu. Skomplikowane konstrukcje rakietowe i wysiłek umysłów setek uczonych przerodziły się tam w piekielne narzędzie wojny totalnej. 

Ci sami ludzie, którzy drzemali w zaciszu swoich gabinetów, kompletnie oderwani od rzeczywistości, stawali się mimowolnie współtwórcami fabryk śmierci. 

Historia ta pokazuje, jak łatwo najwspanialsze wynalazki i najbardziej humanitarne w zamierzeniach projekty mogą zostać wypaczone i skierowane przeciwko ludzkości.

Dziś, w dobie broni masowej zagłady, piętrzących się globalnych wyzwań i ryzykownych eksperymentów technologicznych, ta historia powinna być dla nas wszystkich przestrogą. Rozwój nie może być ślepą drogą, wiedzie niekoniecznie ku postępowi. 

Aby uchronić się przed popełnieniem podobnych błędów jak nazistowscy naukowcy, musimy zawsze pamiętać o ludzkiej godności, wartościach etycznych i poczuciu odpowiedzialności za skutki naszych działań. 

Tylko zachowując tę świadomość, będziemy w stanie opanować niszczycielskie moce, które budzą się w nas razem z każdą nową, rewolucyjną technologią.

Technologie już dawno wkroczyły do świata ubezpieczeń i finansów. Stąd też zawsze warto być na bieżąco i sprawdzać co jakiś czas, czy nie można poprawić i zoptymalizować posiadanych aktualnie przez nas produktów. 

Doradztwo Ubezpieczeniowe i Konsulting Kredytowy Bartosz Drajling 

Berlin-Wilmersdorf T: 01511 8666 445 • F: 030 92109905 M: consulting@dcberlin.biz

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Najnowsze wydanie - czerwiec 2024