bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Tel. 030 / 324 16 32
Fax: 030 / 357 91 850
webmaster@kontakty.org

1995 – 2024

Migrantka w Berlinie: jesteśmy w tym razem

O tym, czego można dowiedzieć się z jej bloga i podcastu, czego uczy nas wyjazd za granicę i dlaczego wyjazd do Berlina marzył się jej od dawna opowiada Martyna, znana i budująca społeczność odbiorców w mediach społecznościowych jako @_migrantka.

Anna Burek: Jak zaczęła się Twoja Przygoda z Berlinem – czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?

Martyna (IG: @_migrantka): U mnie Berlin był drugim niemieckim miastem, na które się zdecydowałam. Początkowo przez trzy lata żyłam w Monachium i gdy podjęłam decyzję, że chcę zostać na dużej w Niemczech, to było dla mnie jasne, że kolejne lata spędzę w Berlinie. Znałam miasto wcześniej dość pobieżnie, z wycieczek szkolnych czy krótkich wypadów, ale czułam, że może okazać się moim miejscem na ziemi. Ciekawiła mnie jego historia, fascynowała dynamika, zachwycała różnorodność – podejrzewałam, że to miasto ma mi do zaoferowania wspaniałą przygodę i po tych kilku intensywnych latach w stolicy wiem, że się nie myliłam. 

Anna Burek: Przeprowadzka z Monachium do Berlina również może być wyzwaniem – oba miasta, mimo że niemieckie, różnią się od siebie chyba diametralnie? 

Martyna (IG: @_migrantka): Z pewnych względów na pewno było mi łatwiej – po pobycie na Bawarii miałam już oswojoną tę typowo niemiecką rzeczywistość, nie dziwiła mnie już aż tak bardzo biurokracja, moje umiejętności językowe pozwalały mi też już na uczestnictwo w kulturze i lepsze rozumienie społeczeństwa. Z drugiej strony jednak nastawiałam się na zupełnie nowe doświadczenia – wiedziałam, że prawdopodobnie nie ma w Niemczech dwóch miast różniących się od siebie tak bardzo jak Monachium i Berlin, więc cieszyłam się na tę swoistą egzotykę. Monachium jest dość hermetyczne jeśli chodzi o wolność w podejściu do życia, Berlin natomiast kojarzył mi się z różnorodnością. Żeby jednak nie było tak kolorowo – łatwiej znaleźć dobrze płatną pracę w Monachium, w Berlinie trzeba się trochę nagimnastykować, by działać w branży, która nas interesuje. Moim celem jednak nie była migracja zarobkowa – wyjazd do Berlina miał mnie rozwinąć w innym kierunku, pozwolić mi doświadczyć tego, z czego miast słynie – wszechobecnego luzu.

Anna Burek: Nie rozczarowało Cię to miasto? Berlin niesie za sobą też wszelkie konsekwencje tego luzu: chaos i bałagan.

Martyna (IG: @_migrantka): Zupełnie nie! Ja się Berlinem zachłysnęłam w stu procentach, z ogromną ciekawością obserwując obie strony medalu. Kocham w tym mieście mnogość możliwości – możesz tutaj być kim chcesz, możesz wkładać na siebie co chcesz, mówić co chcesz i spędzać czas tak, jak tylko sobie zamarzysz. Berlin to okazja do poznania siebie przez pryzmat dostępnych tu wydarzeń – można zasmakować w kulturze wysokiej, zajadać się kuchniami całego świata, stać się fanką klubów czy wycieczek rowerowych na łonie natury. W krótkim czasie, na terenie jednego miasta można doświadczyć tego, czego inni szukają, podróżując po całym globie. Uwielbiam też fakt, że mimo swojej postępowości, wolnośwciowości to miasto nie daje zapomnieć nam o historii – tak przecież ważnej nie tylko dla Niemiec, ale i całej Europy. Codzienne obcowanie z placami, parkami, pomnikami, budynkami, które odgrywały rolę w kształtowaniu się historii świata to ogromny przywilej i ważna przypominajka o tym, ile kosztuje budowanie wolności i atmosfery tolerancji. 

Anna Burek: A propos tolerancji – w mediach internetowych funkcjonujesz pod nazwą @migrantka – utożsamiasz się z tą nazwą?

Martyna (IG: @_migrantka): Mimo, że Niemcy to jedyny kraj poza Polską, w którym mieszkałam, postanowiłam w pewnym momencie zmienić nazwę swojego bloga na tę wskazującą na migrację. Nie ma co ukrywać – wiele osób rzeczywiście odwiedziło mojego bloga, szukając inspiracji, poleceń, planów zwiedzania, ale równie duża grupa trafiała do mnie z pytaniami: jak wynająć mieszkanie, jak znaleźć pracę, jak rozpocząć proces przygotowywania się do wyjazdu – to otworzyło mi oczy na to, jak wiele osób nadal nie wiem, gdzie szukać rzetelnych informacji i czuje się zagubionych w natłoku plotek, przekonań, stereotypów. Często swego czasu korzystałam z e współdzielonych przejazdów samochodem do Polski – ile się nasłuchałam o tym, że w Berlinie nie ma mieszkań, że trzeba mieć znajomości, by cokolwiek osiągnąć. Postanowiłam walczyć z tą dezinformacją, robiąc to, co potrafię najlepiej – weryfikując i naprostowując. Z wykształcenia jestem dziennikarką i socjolożką, więc wzięłam się za research i zaczęłam publikować artykuły zbierając dla czytelników rzetelne informacje związane z wyjazdem, ale i początkami życia na emigracji. Na moim blogu znajduje się szereg materiałów związanych z uznaniem studiów ukończonych w Polsce, możliwościami pracy w niepełnym wymiarze godzin, kursami oferowanymi przez polskie i niemieckie instytucje – zgromadziło się tego tak wiele, że wydałam na ten temat ebook pn. “Pierwsze kroki w Niemczech”. Okazało się więc, że mimo łatwego dostępu do informacji, ludzie nadal czują się zagubieni w nowej rzeczywistości i szukają rad, przeglądając Internet, a co gorsza – prosząc o rady osoby nie do końca wykwalifikowanie do udzielania pomocy czy poradnictwa. Nie zliczę, ile razy otrzymałam maile z kopiami dokumentów, dyplomów, nawet paszportów – ludzi szukając pomocy w najbardziej nieprawdopodobny sposób, trafiając na blogi zamiast do organizacji świadczących takie usługi. Z czasem więc mój blog stał się pewną kompilacją tematów kulturowo-społecznych, jak i typowo poradnikowych  – chciałam wyjść naprzeciw oczekiwaniom Czytelników. Wtedy też stara nazwa bloga nawiązująca do rozrywkowej strony wyjazdu do Niemiec przestała być adekwatna – zostałam więc Migrantką. Najpierw w życiu, potem w Internecie. Myślę, że ta identyfikacja bliska wielu osobom w Berlinie – tutaj wiele osób nie jest stąd, a jednocześnie czuje się u siebie. Ja określam się Migrantką z dumą – nie każdy jest w stanie podołać wyzwaniu wyjazdu z kraju. Ja nie tylko poruszam się sprawie w tej “obcej” rzeczywistości, ale co więcej – wiem, że nie byłabym tą samą osobą, gdyby nie decyzja o migracji i doświadczenie związane z życiem poza Polską. To mocno zbudowało mój kręgosłup moralny oraz poczucie sprawczości. Migracja to test na samodzielność i ja czuję, że bardzo dobrze go zdałam. 

Anna Burek: Mówisz o tym, jak niejako pełnisz funkcję informacyjną i pomocową dla niektórych osób – czy myślałaś o tym, by w jakiś sposób sformalizować tę część Twojej pracy?

Martyna (IG: @_migrantka): Przyznaję, że ta sytuacja trochę mnie dziwi – mnóstwo osób trafia do mnie z pytaniami, na które lepszej odpowiedzi udzieliłyby istniejące na terenie Berlina organizacje. Mimo, że na moim blogu znajdują się listy instytucji świadczących pomoc czy nawet kontakty do polskich organizacji mających za zadanie wspieranie migrantów, nadal otrzymuję maile ze szczegółowymi opisami indywidualnych sytuacji życiowych i z prośbą o poradę. Absolutnie nie pretenduję do miana osoby kompetentnej w wielu z tych tematów, ale to nie zraża osób szukających rady do dalszego kontaktu ze mną. Wydaje mi się, że organizacje pomocowe nie wykorzystują potencjału Internetu w sposób, jakiego wymagałyby współczesne czasy – nie doceniają siły mediów społecznościowych, nie współpracują ze sobą, rzadko wychodzą poza swoje sztywno ustalone ramy działania, a te – niestety – są już często przestarzałe. Czasem zdarza się, że dostaję prośbę o umieszczenie jakiejś informacji czy ogłoszenia na swoim koncie na Instagramie – chętnie to robię, jednak ten kanał nadawczy powinien być budowany przez te organizacje bezpośrednio. Ja swoją rolę widzę zupełnie inaczej – nie chciałabym brać na siebie formalności oraz odpowiedzialności związanej ze świadczeniem usług poradnictwa, ja chcę pokazywać moje życie jako inspirację do wyjazdu, poznawania Berlina lepiej, dowiedzenia się czegoś nowego o tym miejscu. Ludzie potrzebują też takich lżejszych tematów, by nie zniechęcać się do odkrywania nowej kultury. Wiem, że robię to dobrze, bo zaangażowanie moich odbiorców – szczególnie łatwo mierzalne na Instagramie utwierdza mnie w przekonaniu, że to, cieszy się popularnością, to nie zawsze poważne teksty, ale czasem pokazanie zupełnie zwyczajnej rzeczywistości – zakupów w tureckim sklepie czy wycieczek rowerowych po Brandenburgii. Formalną pomocą oraz udzielaniem porad zajmować powinny się organizacje, które zostały w tym celu powołane.  

Anna Burek: Prowadzisz swojego bloga, kanał na Instagramie, wydałaś ebooka, ale także nagrywasz swój podcast – mimo to, nie jest to Twoje źródło utrzymania i robisz to, jak mówisz, “po godzinach”. To ogrom pracy – co motywuje Cię do działania?

Martyna (IG: @_migrantka): Ja przede wszystkim jestem bardzo ciekawa ludzi i świata. Oczywiście prowadzenie bloga, Instagrama i nagrywanie podcastu to szereg obowiązków i potrzeba sprostania różnym wymaganiom odbiorców tych kanałów – blog to głównie artykuły, które wymagają reserachu, poszukiwania informacji, sprawdzenia treści, aktualizacji. To taka wiedza w pigułce dla tych, którzy interesują się tematem życia w Berlinie, ale i emigracji do Niemiec jako takich. Podcast to cykl rozmów ze specjalistami na tematy, które są interesujące dla jego odbiorców – zbieram zagadnienia, które mogą okazać się pomocne migrantom, szukam osób kompetentnych w tych dziedzinach, przeprowadzam z nimi rozmowy, montuję materiał, publikuje go na dostępnych kanałach i promuję – ta wiedza ma służyć innym, więc muszę dopilnować, by ludzie wiedzieli o tej formie publikacji. Instagram z kolei to codzienny, bieżący kontakt z odbiorcami – wrzucam tam treści bardziej związane z moimi doświadczeniami, skrawki mojej codzienności, inspiracje na spędzenie weekendu, dnia czy wieczoru – to zupełnie inny wymiar budowania relacji: jestem tam w czasie rzeczywistym i ludzie chętnie korzystają z możliwości skomentowania, zadania pytania, wzięcia udziału w dyskusji. Jest to więc praca na kilka etatów, ale te działania pozwalają mi na stały rozwój – nieustannie dowiaduję się czegoś nowego, blogowe artykuły zachęcają mnie do rzetelnych poszukiwań sprawdzonych informacji,  z rozmów podcastowych czerpię wiedzę na tematy, które może niekoniecznie trafiłyby na listę moich zainteresowań, dzięki dyskusjom na Instagramie poznaję różne punkty widzenia moich odbiorców – dla mnie ta działalność to idealne połączenie moich zainteresowań: dziennikarstwa i socjologii. Ja sama też chętnie inspiruję się działalnością innych osób w Internecie – tam szukam poleceń nowych miejsc do odwiedzenia, aktywności do wypróbowania, tematów do dyskusji. To fajna przestrzeń wspierających się nawzajem osób, mamy wiele polskich twórczyń w Berlinie, które lubią dzielić się tym, co wiedzą czy potrafią – nasze doświadczenia mogą przecież pomóc innym, budujemy więc wszystkie przestrzeń opierającą się na wymianie i współpracy – jesteśmy przecież w tym doświadczeniu migracji razem. 

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Kto rządzi w mieście?

Drużyn sportowych Berlin ma mnóstwo. Która dyscyplina jest najpopularniejsza? Kto spośród liczącej się stawki odnosi obecnie największe sukcesy? Czyje hale wypełniają się kibicami? W końcu, na jakie mecze warto się wybrać? Sprawdźmy.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - kwiecień 2024