bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Krzysztof Kozaryna – reprezentant Polski w koszykówce na wózkach zagra w Bundeslidze

Nie żyjąc pod kamieniem zdaję sobie sprawę z trwających wokół wielkich imprez sportowych. Ale cóż pisać o Mistrzostwach Świata, gdy Polski brak? Czy rozwodzić się o Berlin Tennis Open, gdy ani Iga Świątek, ani Maja Chwalińska, nie zawitały pod koniec czerwca do stolicy Niemiec? Dlatego też zdecydowałem się na wywiad ze sportowcem mniej znanym, ale zdecydowanie wartym uwagi - Krzysztofem Kozaryną, reprezentantem Polski w koszykówce na wózkach podczas nadchodzących Mistrzostw Świata.

Swoją przygodę z koszykówką Krzysiek rozpoczął w 2014 roku w Łodzi. Dziś ma dopiero 26 lat, a za sobą bogatą karierę w najmocniejszych ligach świata. Jest też istotnym elementem rotacji reprezentacji Polski, kierowanej przez Marcina Balcerowskiego. Fani basketu z pewnością kojarzą to nazwisko, a zbieżność nie jest przypadkowa. Marcin to tata podstawowego centra naszej kadry bieganej – Aleksandra Balcerowskiego.

Kozaryna dopiero co zakończył sezon w hiszpańskiej Gran Canarii, z którą zdobył piąte miejsce w lidze. W czerwcu, w biało-czerwonych barwach, awansował na Mistrzostwa Świata 2026, które rozegrane zostaną w kanadyjskiej Ottawie z początkiem września. Polacy w drodze po mundial pokonali Brazylię, Senegal i gospodarzy zawodów repasażowych z Tajlandii. Nasz rozmówca wchodził na parkiet z ławki, za każdym razem dając istotny impuls do ataku, będąc czwartym najlepszym strzelcem wśród Polaków ze średnią 7.3 punktu na mecz. Najlepiej wypadł w przegranej batalii z Iranem, notując statystyki na poziomie 12p/5a/3z. 

Grzegorz Szklarczuk: Przez ostatnie lata grałeś w Hiszpanii (w Maladze, na Gran Canarii), wcześniej we Włoszech. Co skłoniło Cię do przeprowadzki do niemieckiego RSV Lahn-Dill?

Krzysztof Kozaryna: Dla mnie to tak naprawdę powrót do niemieckiej ligi, ponieważ miałem już okazję spędzić dwa lata w Bundeslidze. Do transferu do RSV Lahn-Dill skłoniła mnie przede wszystkim chęć podjęcia nowych, ambitnych wyzwań. To absolutnie topowa drużyna, klub z ogromnymi tradycjami i wieloma sukcesami na koncie. Doskonale wiem, że trafiając do takiego środowiska, mogę się jeszcze bardzo wiele nauczyć i rozwinąć jako zawodnik.

G.S.: Czym niemiecka koszykówka na wózkach różni się od innych lig, w których występowałeś? 

K.K.:Niemiecka koszykówka jest znacznie bardziej poukładana, taktyczna i spokojniejsza. Gra opiera się tu na żelaznej dyscyplinie i realizowaniu założeń trenera od początku do końca. Jeśli miałbym to porównać na przykład do ligi hiszpańskiej, to tam styl jest zdecydowanie bardziej dynamiczny. Bundesliga to zupełnie inna kultura gry. 

G.S.:Jaką rolę będziesz pełnił w nowym klubie? Na jakie minuty liczysz? Miałeś już okazję rozmawiać o tym z trenerem?

K.K.:Jestem już po rozmowach ze szkoleniowcem. Moja rola w zespole ma opierać się na grze jako rzucający center. Wykorzystując mój wzrost oraz zasięg ramion, mam być także solidnym wsparciem pod koszem i walczyć o zbiórki. Oczywiście, jak każdy sportowiec, liczę na spędzenie na parkiecie jak największej liczby minut. Z rozmów z trenerem wynika, że realnie mogę liczyć na około 20 minut na mecz. Trzeba pamiętać, że Lahn-Dill to niezwykle silna, szeroka i wyrównana kadra, która ma w zanadrzu wiele wariantów taktycznych, więc rotacja w trakcie spotkań jest naturalna i wręcz oczekiwana.

G.S.:Jakie cele przed sobą stawiasz na nadchodzący sezon 2026/2027, osobno dla reprezentacji, osobno dla klubu? 

K.K.:Jeśli chodzi o kadrę narodową, to cel jest jasny: na zbliżających się Mistrzostwach Świata w Kanadzie chcemy zajść jak najdalej i powalczyć z najlepszymi. Myślami wybiegam też do kolejnych Mistrzostw Europy, gdzie również mierzymy wysoko. Z kolei w barwach Lahn-Dill celuję w dublet na krajowym podwórku – chcę wygrać zarówno Bundesligę, jak i Puchar Niemiec. Do tego dochodzi oczywiście Champions Cup, gdzie jako drużyna chcemy zaprezentować się z jak najlepszej strony i włączyć się do walki o najwyższe cele na arenie międzynarodowej.

G.S.:Lahn-Dill słynie z wiernych fanów i pełnych trybun. Jak zbudować taki sukces i czy można to powtórzyć w Polsce? 

K.K.:RSV Lahn-Dill ma niesamowitą, wielką rzeszę kibiców, ale to nie wzięło się znikąd – klub pracował na to ciężko przez długie lata. Zdecydowanie uważam, że taki sukces frekwencyjny i marketingowy jest do powtórzenia w Polsce. Wystarczy spojrzeć, jak kultura kibicowania i zainteresowanie naszą dyscypliną dynamicznie zmienia się na lepsze w takich ośrodkach jak Konin czy Kielce. To pokazuje, że idziemy w dobrą stronę.

G.S.:Czy masz jakiś sportowy autorytet – gracza, na którego grze chętnie się wzorujesz lub słuchasz jego rad? 

Jest bardzo wielu zawodników, na których grę zwracam uwagę. Wychodzę z założenia, że każda wskazówka jest cenna i nie ma dla mnie znaczenia, czy udziela jej zawodnik nisko-, czy wysokopunktowy, od każdego można wyciągnąć coś wartościowego do własnego rzemiosła. Trudno byłoby mi wymienić wszystkich, ale jeśli miałbym wskazać konkretne nazwiska, to z polskich graczy na pewno są to Mateusz Filipski i Piotr Łuszyński. Z kolei z zagranicznych gwiazd Lee Manning (Wielka Brytania) oraz Aliaksandr Halouski (Niemcy).

G.S.: Z kadrą awansowałeś na MŚ. Jesteś zadowolony ze swojego występu na turnieju repasażowym? Jakie cele stawiasz przed sobą na turniej w Ottawie? 

K.K.: Generalnie jestem zadowolony ze swojej postawy, choć jako ambitny zawodnik zawsze czuję lekki niedosyt i wiem, że niektóre elementy mogły wyglądać jeszcze lepiej. Jeśli chodzi o turniej w Ottawie, mój cel pozostaje niezmienny: chcę dać chłopakom i całej reprezentacji jak największe wsparcie na parkiecie, zostawić tam serce i po prostu grać dobry, mądry basket.

G.S.:Oglądasz w ogóle koszykówkę tradycyjną, bieganą? Komu kibicujesz?

Tak, jak najbardziej. Staram się na bieżąco śledzić rozgrywki koszykówki. Jeśli chodzi o ligę NBA, to moja miłość jest niezmienna od lat – kibicuję Los Angeles Lakers. W przypadku rozgrywek europejskich, w tym Euroligi, poziom jest tak wyrównany i wysoki, że ciężko byłoby mi wskazać jedną, konkretną drużynę.

PS Krzysztofa nie zobaczymy w najbliższym sezonie w Berlinie, Alba wciąż pozostaje na etapie drugiej Bundesligi, a Polak grał będzie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w kraju. Warto jednak wybrać się na mecz koszykówki na wózkach, by przekonać się jak widowiskowym sportem jest ta, wciąż niszowa, dyscyplina. Sezon rusza już w październiku, a Albatrosy swoje mecze grają na bocznej hali Max-Schmeling-Halle. 

Zdjecia: PZKosz

Grzegorz Szklarczuk

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Berlin nie jest łatwym miastem

To miasto bywa trudne, nieprzewidywalne i rzadko wyściela przed kimś czerwony dywan. A jednak przyciąga miliony. O fascynacji chaosem, gentryfikacji i poszukiwaniu autentyczności w cieniu „złotych lat dwudziestych” z Dorotą Danielewicz, autorką książki „Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi”, rozmawia Maciej Wiśniewski.

Czytaj więcej

Od trudnej historii do strategicznej wspólnoty interesów. Polska nie jest już „młodszym partnerem”

W tym roku mija 35 lat od podpisania polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Choć rocznicowa debata w Bundestagu odbyła się przy niemal pustych ławach, jej ton był bezprecedensowy – wszystkie polityczne frakcje mówiły o relacjach z Polską jako strategicznych. O tym, jak dziś ewoluuje partnerstwo Warszawy z Berlinem, dlaczego brak zadośćuczynienia dla ofiar wojny wciąż rzuca cień na nasze stosunki oraz w jaki sposób Polska staje się obronnym i gospodarczym filarem dla Niemiec, opowiada szef polskiej ambasady w Niemczech, Jan Tombiński. Rozmawia Tomasz Kycia.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - lipiec 2026