Akcent to nie problem. To wybór
COSMO po polsku: Wielu Polaków mieszkających w Niemczech chciałoby pozbyć się polskiego akcentu. To dobry cel?
Dr Dominika Otlewska-Dräger: Nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, czym się zajmujemy i czego potrzebujemy. Dla aktora, dziennikarza czy nauczyciela wymowa zbliżona do native speakera może być ważnym narzędziem pracy. Dla innych niekoniecznie.
Mam jednak poczucie, że dziś nie ma już takiej presji jak kiedyś, żeby ukrywać akcent. Coraz rzadziej traktuje się go jako coś, czego należy się pozbyć. Jednocześnie dobrze jest mieć możliwość zbliżenia się do bardziej neutralnej wymowy, jeśli ktoś ma taką potrzebę albo po prostu chce sprawdzić, jak daleko może zajść.
A dorosły człowiek ma szansę mówić niemal jak native speaker?
Stu procent nigdy nie obiecuję. Ale bardzo duża poprawa jest możliwa. Wiele zależy od predyspozycji, doświadczeń językowych, wcześniejszego kontaktu z innymi językami i cierpliwości. Warto próbować, bo sama praca nad wymową potrafi być niezwykle rozwijająca.
Muzyka i język mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje
W swoich badaniach zajmuje się pani związkiem między muzyką a wymową. Co udało się pani zaobserwować?
Moim zdaniem kontakt z muzyką zwiększa szansę na skuteczniejszą pracę nad wymową. Nie dlatego, że muzyk automatycznie lepiej mówi w obcym języku. Chodzi raczej o to, że muzyka i język korzystają z podobnych elementów: rytmu, długości dźwięków, akcentu czy melodii.
Osoby, które śpiewały albo grały na instrumencie, często mają już pewne doświadczenie w słuchaniu i różnicowaniu dźwięków. To można później wykorzystać podczas nauki języka.
Jak wygląda to w praktyce?
Przypomina mi się studentka, która miała problem ze zrozumieniem różnicy między krótką a długą samogłoską w języku niemieckim. Zapytałam ją, czy zna wartości nut. Odpowiedziała, że nie gra na instrumencie, ale wie, czym jest cała nuta i półnuta.
Powiedziałam: wyobraź sobie, że ta samogłoska jest jak cała nuta. Powinna wybrzmieć dwa razy dłużej. Nagle wszystko stało się znacznie bardziej zrozumiałe. To był jeden z impulsów, który skłonił mnie do dalszych badań nad związkiem muzyki i wymowy.
Dlaczego po kilku zdaniach słychać, że ktoś jest z Polski?
Jakie cechy najczęściej zdradzają polski akcent?
Każdy człowiek przepuszcza nowy język przez filtr języka ojczystego. Mamy własny zestaw głosek i przyzwyczajeń artykulacyjnych. To naturalny mechanizm.
W przypadku Polaków często słychać charakterystyczne „r”, trudności z niektórymi niemieckimi głoskami gardłowymi, a także z długością samogłosek. Kłopotliwe bywają również umlauty.
Co ciekawe, najtrudniejsze nie zawsze są zupełnie nowe dźwięki. Czasem większym wyzwaniem okazują się te, które wydają się bardzo podobne do polskich. Właśnie dlatego tak trudno usłyszeć subtelne różnice.
A umlauty?
Umlauty są dobrym przykładem. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że występują zarówno w wersjach krótkich, jak i długich. Takie szczegóły mają znaczenie dla naturalnego brzmienia języka, a często nie poświęca się im wystarczającej uwagi.
Dlaczego wymowa schodzi na dalszy plan?
Ma pani wrażenie, że fonetyka jest zaniedbywana podczas nauki języków?
Tak. Skupiamy się głównie na słownictwie i gramatyce, a wymowa często zostaje zepchnięta na margines. Tymczasem już na początku nauki warto wiedzieć, jakie dźwięki istnieją w języku niemieckim i czym różnią się od polskich.
Nie chodzi o perfekcję od pierwszych zajęć. Chodzi o świadomość. Jeśli wiemy, na co zwracać uwagę, łatwiej nam później rozwijać język.
Najpierw słuchać, potem mówić
W pani wypowiedziach często pojawia się słowo „słuchanie”. Dlaczego jest tak ważne?
Bo dobra wymowa zaczyna się od słuchania. Najpierw uczymy się słuchać innych ludzi: nagrań, rozmów, radia czy podcastów. Zwracamy uwagę na melodię języka, rytm i długość głosek.
Dopiero później przychodzi czas na słuchanie samego siebie.
Lubię mówić o tak zwanym wewnętrznym słyszeniu. Działa to podobnie jak w śpiewie. Zanim trafimy w konkretny dźwięk, musimy go sobie wcześniej wyobrazić. W wymowie jest podobnie. Najpierw osłuchujemy się z dźwiękiem, a później uczymy się go odtwarzać.
To wymaga czasu, koncentracji i pracy całego aparatu mowy. Dlatego zajęcia z wymowy są często bardziej męczące, niż mogłoby się wydawać.
Muzyka pomaga, ale nie jest konieczna
Co z osobami, które twierdzą, że nie mają słuchu muzycznego?
To nie przekreśla ich szans. Każdy uczy się trochę inaczej. Jednym pomagają odniesienia do muzyki, innym obrazy, skojarzenia albo ćwiczenia artykulacyjne.
Pracowałam na przykład z kobietą po siedemdziesiątce z Saksonii, która chciała złagodzić bardzo silny dialekt. Nie korzystałyśmy z pojęć muzycznych. Skuteczniejsze okazały się obrazy przestrzenne i praca z wyobraźnią.
Najważniejsze jest znalezienie metody, która działa dla konkretnej osoby.
Co mogą zrobić Polacy mieszkający w Niemczech?
Jakie rady dałaby pani osobom, które chciałyby poprawić swoją wymowę?
Po pierwsze: słuchać. Korzystać z tego, że żyjemy w kraju, gdzie niemiecki jest wokół nas każdego dnia. Rozmowy w tramwaju, sklepie czy urzędzie to także kontakt z językiem.
Po drugie: poznać podstawowe zasady wymowy. Nie trzeba od razu studiować fonetyki, ale warto wiedzieć, jakie dźwięki występują w niemieckim i czym różnią się od polskich.
Po trzecie: nagrywać siebie. To jedno z najskuteczniejszych ćwiczeń. Kiedy słyszymy własny głos z zewnątrz, łatwiej zauważamy rzeczy, które wcześniej nam umykały.
I wreszcie: nie demonizować akcentu. Można nad nim pracować, jeśli się chce. Ale nie trzeba traktować go jak problemu do usunięcia za wszelką cenę.
Rozmawiał: Adam Gusowski
Wywiad powstał na podstawie rozmowy wyemitowanej w podcaście COSMO po polsku „Język niemiecki z polskim akcentem. Czy da się to zmienić“.

