bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Felieton czerwiec

Jednak co prawda to prawda i nie da się ukryć, że podróże kształcą. Nigdy nie uważałam inaczej, zawsze chętnie przywołując ten argument, kiedy budżet się nie spinał, ale bilety i plan na każde pół godziny długiego weekendu owszem. Siedzę więc i tym razem, wracając z długiego majowego weekendu, w pociągu relacji Berlin - Śląsk. Z plecakiem zapakowanym po korek rzeczami do naprawy (dla mamy), urodzinowym prezentem (dla taty) i przekąskami z DM (dlaczego nie, każda okazja, by podjeść jest dobra), na nie swoim miejscu, bo DB absolutnie zawsze daje mi takie w przejściu i w stronę przeciwną do kierunku jazdy, a mnie wtedy mocno kręci.

Nigdy mnie nie kręciło, a od roku czy dwóch – owszem. Jak czytam, jak zjem nabiał, jak nie mam horyzontu za oknem, jak mąż zostawia kubek brudny w zlewie. Męża jednak zostawiłam w Berlinie, więc tym razem to nie to. Podejrzewam trochę, że to może sprawa wieku (no kurde, nie sądziłam, że napiszę to przed 40-tką), bo i ciężej mi się skupić, włoska gramatyka nie wchodzi do głowy, zapominam brać suplementy i po co weszłam do kuchni. Pamiętam jednak coraz lepiej zapach szarlotki babci, smak pomidorów sprzed lat i lepkość miodu z pasieki wujka. Tak, wiem, jak to brzmi. Jak krem de la krem starości. 

No nic, siedzę więc w tym pociągu, za oknem żółci się rzepak (cóż za potencjał na dyktando), mi się trochę na wzruszenie, trochę na to drugie zbiera i już wiem na pewno, że to kwestia wieku, bo w korytarzu w pobliżu toalety stoi nas cztery. I w sumie można by pomyśleć, że to miło, że w grupie raźniej i fajnie dzielić z kimś doświadczenie. Ale nas nie jest cztery razy jeden, ani nawet dwa razy dwa. Nas jest: one trzy i ja jedna. Więc one gadają, a ja no coż, chcąc nie chcąc, słucham. Jak człowiek nie plecie tym jęzorem, to jakby widzi też więcej. No i to właśnie stąd wiem, że dopadła mnie starość. Bo widzę, co tam się dzieje. Widzę i nagle zupełnie znienacka też rozumiem.

Mówią o sobie i do siebie dziewczyny, choć starsze są ode mnie, każda osobno może średnio trzy-cztery lata. Można więc o nich powiedzieć po czterdziestce, a o mnie jeszcze nie, a mimo to świetnie rozpoznaję informacje kodowane w ich rozmowach tak, by zrozumiały tylko wtajemniczone (osoby, mężczyźni też, nie tylko kobiety, ale wiadomo – trzeba być wtajemniczoną). To cofanie się z kuchni do przedpokoju, a czasem nawet w korytarz i na balkon razy dziennie to normalne i nazywa się mgła mózgowa. Zimne stopy i gorąca szyja, i że rano kołdra parzy serce bije jak szalone, choć to sobota więc powinno być bez stresu i mąż od lat ten sam, więc wiadomo – i bez zbędnych ekscytacji też ma swoją nazwę. Jest ona hot, ale już nie sexy

Planują kursy dokształcające, ale bez pewności, czy zdążą się im zwrócić, bo czasu w sumie coraz mniej, a zasobność portfela i cierpliwość w zasobach partnera regularnie się kurczy. Wkurzają się na sąsiadki, które wybrały karierę zamiast dzieci i kafelki do łazienki takie, co się równie dobrze starzeją. Bez obciachu obgadują botoks Anki zza płotu i zielonkawy zlew w kuchni tej Amerykanki, co przyjechała do Berlina ze Stanów, choć w sumie nie wiemy (ja nie wiem, bo one nie wiedzą) po co, bo nie mówi po niemiecku, a bez tego dyplomu jej nie uznają. Szkoda baby. 

Słucham tego ględzenia i ostentacyjnie zakładam słuchawki – nic mnie to gdakanie nie obchodzi. Jednak moja silna wola przegrywa z tęsknotą. Pauzuję wysokie tony na Spotify i już wiem, że był to błąd. Bo łzy napływają mi do oczu dokładnie, kiedy jedna z dziewczyn zaczyna opowiadać o sposobie na czyste fugi tarasowe. Patrzą na mnie chyba dziwnie, ale to nic. Bo w tym momencie już wiem, że jestem stara. Nie dlatego, że wiem, że najlepiej schodzi octem. Ale dlatego, że nagle czuję, jak bardzo chcę do moich bab. Że tęsknię za moim stadem. I że jest mi z nim dobrze, należę do niego, jestem kwoką w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nareszcie. Po tylu latach mówienia, że lepiej to się raczej dogaduję z facetami. Są nareszcie w moim życiu. I kocham z nimi gdakać bez umiaru i chodzić do teatru, pić ciepłe non-alko na Kreuzbergu i jeść ostrygi w   Nicei, uwielbiam planować weekendy w lubuskim i obalanie szklanych sufitów, lubię wymienić łaszki, kontakty do lekarzy i drobne złośliwości. Nigdy nie sądziłam, że to powiem (przed 40-tką!), ale koi mnie myśl, że jesteśmy każda inna a wszystkie jednak w pewien sposób na swój wzór i podobieństwo. Boskie baby. Oh, jak cudnie się starzeć w takich okolicznościach. Oh, jak mnie ta starość kręci!

Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

Maj zachwyca! Oszałamia nas zapach kwitnących drzew. Kuszą coraz dłuższe wieczory, które aż proszą się o spotkania. Dla Polonii to także czas szczególny: między Świętem Pracy a codziennością budowaną na styku dwóch kultur pojawia się przestrzeń na refleksję, inspirację i wspólne przeżywanie miasta.

Czytaj więcej

Sportowi idole oczami dzieci

Kiedy z Camp Nou, po ostatnim meczu rozegranym w barwach Barcelony schodził Robert Lewandowski,nie bez wzruszenia pomyślałem, że tak rodzą się legendy, które wspomina się przez lata. Skąd jednak brać następców Lewego? Często narzekamy, że młodzież już nie ta, że kiedyś było lepiej. Ale! Przecież to od nas, dorosłych, zależy czy dzieci zainteresują się sportem. Historie naszych dziecięcych Czytelników, biorących udział w konkursie Mój sportowy superbohater – autorytet, który mnie inspiruje, dają nadzieję, że jeszcze będzie pięknie, bo pasją do ruchu może zarażać zarówno Yamal, jak wujek Paweł. Zapraszam do przeczytania fragmentów nagrodzonych prac.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - czerwiec 2026