bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Przymierze wszystkich istot żywych

Był częścią hierarchicznego systemu, który przez wieki ustawiał człowieka na szczycie stworzenia. Dziś Tomasz Jaeschke – teolog, filozof i mediator – mówi o sobie, że jest „egzotą”, który nie pasuje do żadnej szufladki. W szczerej rozmowie opowiada o buncie przeciwko kościelnej korporacji, o tym, jak Kartezjusz wyrządził zwierzętom krzywdę i dlaczego bez zmiany paradygmatu na holistyczny, ludzkość nigdy nie osiągnie pełni szczęścia.

Rozbić piramidę. Dlaczego teolog opuścił system?

Anna Burek: Zacznijmy od pańskiej tożsamości. W sieci można znaleźć wiele określeń: duszpasterz zwierząt, teolog, coach. Jak pan sam definiuje swoją przestrzeń?

Tomasz Jaeschke: To uzasadnione pytanie, bo w wielu środowiskach uchodzę za postać egzotyczną. Tak naprawdę nie pasuję nigdzie poza moją własną biografią, którą staram się realizować bardzo konsekwentnie. Nie chcę używać określenia „Animal Pastor”, bo ono brzmi zbyt katolicko, a ja z instytucjonalnym katolicyzmem mam ostatnio mocno na bakier. Uważam się po prostu za człowieka, który z tą samą namiętnością towarzyszy zwierzętom i ludziom w potrzebie. Moim domem zawsze będzie chrześcijaństwo – jego wartości etyczne mnie przekonują – ale katolicyzm jako system mnie mega zawiódł.

Anna Burek: Co konkretnie stało się tym punktem zapalnym, który kazał panu wyjść z szeregów hierarchii?

Tomasz Jaeschke: Wychowałem się w systemie piramidalnym. Religie mojżeszowe, w tym chrześcijaństwo i islam, mają tę słabość, że ktoś zawsze musi być na szczycie, a ktoś na dole. W tej teologicznej piramidzie zwierzęta wylądowały całkiem na dole. Bardzo w tym pomógł Kartezjusz, ojciec nowożytnej filozofii, ze swoim Cogito ergo sum – „myślę, więc jestem”, co w domyśle oznaczało: „jestem najważniejszy”. Ja z kolei idę za myślą Antonio Damasio, neuropsychologa, który proponował zmianę paradygmatu myślenia: przed „myślę, wiec jestem“, proponował postawić stwierdzenie “czuje/odczuwam, więc jestem ”. To dla mnie priorytet, linia przewodnia mojej działaności i powód, dla którego nie stawiam różnic między cierpieniem (potrzebami) ludzi i zwierząt. Moje odejście nie było nagłym wybuchem złości. To był proces. Pisałem do nuncjatury wiedeńskiej, nawet do papieża Benedykta XVI, apelując o przemyślenie statusu zwierząt w naszej teologii. Chciałem jej reformy. Dostałem odpowiedzi w stylu: „Mamy inne sprawy do przerobienia, temat zwierząt nas nie interesuje”. Zrozumiałem, że Kościół bardziej pokochał politykę kościelną niż Ewangelię. A ja chciałem być wierny Ewangelii, nie systemowi. Wybrałem system „okrągły”, zamknięty w kole, gdzie nie ma uprzywilejowanego szczytu.

Anna Burek: Wspomina pan o „domu”, z którego pan wyszedł. Jakie wykształcenie uformowało pańskie spojrzenie?

Tomasz Jaeschke: Studiowałem teologię i filozofię w Krakowie, potem na Uniwersytecie w Wiedniu zgłębiałem pedagogikę religijną. Skończyłem też coaching i mediacje. To dało mi narzędzia do wejścia w tematy bardzo dogłębnie. Moją pierwszą książkę zatytułowałem „Nierządnice” – one wyprzedzą was do Królestwa Niebieskiego. To cytat z Chrystusa skierowany do ówczesnych elit religijnych, faryzeuszy. Już wtedy fascynowało mnie to odwrócenie porządku: etyka i miłość kontra ślepe posłuszeństwo systemowi.

Między ołtarzem a rzeźnią. Paradoksy tradycji

Anna Burek: Wiele osób w Polsce obchodzi święta jako tradycję, odcinając się od dogmatów. Pan jednak idzie dalej i wytyka tej tradycji brak konsekwencji.

Tomasz Jaeschke: Bo ta tradycja często nie podlega żadnej refleksji. Ja nie mam problemu z samą tradycją, mam problem z przyjmowaniem jej bezmyślnie. Proszę spojrzeć: 4 października błogosławimy zwierzęta w kościołach jako „naszych mniejszych braci”. A tydzień później te same istoty lądują na talerzu. Coś tu po prostu nie gra, coś jest „nie halo”. To samo dotyczy Wielkanocy – idziemy święcić zabite zwierzęta, które przecież chciały żyć. Jako teolog nie mogę udawać, że nie widzę tego etycznego pęknięcia. Etycznie Kościół stał się dla mnie przez to niewiarygodny.

Anna Burek: Opowiedział pan historię o planowanej prowokacji w Częstochowie, która ostatecznie się nie odbyła. To był przełomowy moment?

Tomasz Jaeschke: Tak, to było doświadczenie, które mnie całkowicie zatrzymało. Chciałem wejść do sanktuarium z moją suczką Nikitą, ubraną w napis „Ja jestem stworzeniem Bożym”. Miałem prawo tam wejść w albie, jako kapłan – Kościół nie może mi odebrać moich praw stanowych. Chciałem sprowokować dyskusję. Ale w ostatniej chwili, rozmawiając z przyjaciółką – niesamowitą aktywistką, która niestety później odebrała sobie życie, bo nie chciała żyć w takim „bezlitosnym“ świecie – zrozumiałem, że jestem tak samo niekonsekwentny jak ci, których krytykuję. Wykorzystałbym zwierzę do własnych celów ideologicznych, narażając je na stres. Nikita byłaby przerażona, nie rozumiejąc, co się dzieje. Zrezygnowałem. To wtedy zacząłem myśleć inaczej – bardziej o realnej potrzebie istoty niż o manifestach.

Anna Burek: Jak na taką postawę reaguje otoczenie?

Tomasz Jaeschke: Stoję w ogromnym rozkroku, niemal w szpagacie. Katolicy mnie nie lubią, bo nie jestem prosystemowy. Ateiści mają problem, bo mówią: „najpierw całkowicie zerwij z religią”. Ale ten stan jest mi potrzebny, by docierać do ludzi, którzy czują podobnie. Wielu chrześcijan pisze do mnie, że czują się osamotnieni w swojej empatii. Kochają Boga i stworzenie, ale nie akceptują tego, co Kościół proponuje im w temacie zwierząt.

Anna Burek:  Czy to właśnie dla nich powstał Animal Spirit Church?

Tomasz Jaeschke: Ludzie potrzebowali wsparcia duchowego, którego nie znajdowali w parafiach. Teologia chrześcijańska często nie pozwala na daleko idącą empatię, bo „człowiek jest najważniejszy”. Ja byłem konfrontowany najczęściej z tematem chorób nieuleczalnych u zwierząt i pożegnań. Napisałem książkę „Zanim odejdzie za tęczowy most”, w której wracam do reguł żegnania się z istotą żywą. To moja działka: wspierać ludzi, których emocje po stracie psa czy kota są bagatelizowane przez otoczenie hasłami „przestań przesadzać, to tylko zwierzak”49. Dla mnie to członek rodziny i biorę to śmiertelnie poważnie.

Słoneczna Dolina. Nowy paradygmat współistnienia

Anna Burek: Wspomniał pan, że po 15 latach intensywnej działalności był pan już „ekstremalnie zmęczony”. Co sprawiło, że wrócił pan i dał się namówić do tworzenia fundacji Słoneczna Dolina?

Tomasz Jaeschke: Rzeczywiście, byłem już wypalony walką o prawa zwierząt. Przekonała mnie jednak Lucyna Łącka. Przedstawiła wizję wspólnoty niedaleko Kościerzyny, w której zwierzęta żyją według własnej natury, a ludzie mogą z tego korzystać, wchodząc z nimi w relacje. To nie jest tylko kolejna organizacja, to próba realizacji holistycznej wizji świata. Początkowo odmówiłem, ale jej program mnie poruszył. To ma być „sanktuarium” dla istot wyswobodzonych.

Anna Burek: Na czym polega ten „holistyczny paradygmat”, o którym pan tak często wspomina?

Tomasz Jaeschke: To świadomość, że jesteśmy w jednym ekosystemie. Oikos z greckiego to dom. Wszystko, co wydarza się w systemie, wpływa na nas. Jeśli będziemy budować naszą strategię życia na cierpieniu zwierząt, nigdy nie będziemy jako ludzie naprawdę szczęśliwi. To jest wkomponowane w naszą tożsamość. W Księdze Rodzaju Adam szuka swojej tożsamości i zostaje wysłany właśnie do zwierząt. Ma im nadać imiona, co w Biblii oznacza wejście w głęboką relację, przyjęcie ich obecności na poważnie.

Anna Burek: Jakie są konkretne cele Słonecznej Doliny na najbliższe lata?

Tomasz Jaeschke: Obecnie organizujemy warsztaty i spotkania autorskie, np. o mojej nowej książce „Smak życia”. Ale docelowo walczymy o własną ziemię. Plan jest taki, by w 2026 roku powstało konkretne, fizyczne miejsce. Chcemy uczyć ludzi mądrego odżywiania i relacji z tym, co nas otacza. Samo bycie weganinem to jeszcze nie jest pełna odpowiedź – potrzeba głębszej refleksji nad tym, jak żyjemy. W ramach naszych działań tłumaczymy, dlatego warto tak żyć i pomagamy skutecznie wprowadzić zmiany w życie.

Anna Burek: Dziś pomaga pan ludziom także jako coach „pierwszej pomocy”. Czy te światy się przenikają?

Tomasz Jaeschke: Zdecydowanie. Ja nie widzę różnic pomiędzy potrzebami zwierząt a ludzi. Jeśli ktoś potrzebuje wsparcia w temacie żałoby po zwierzęciu lub zmaga się z celami życiowymi, traktuję go na tym samym poziomie. Mój coaching opiera się na trzech spotkaniach. Nie jestem psychoterapeutą – ja stabilizuję ludzi, by mieli odwagę pójść dalej. Wszystko sprowadza się do terapii systemowej – jesteśmy częścią większej całości i musimy brać pod uwagę wzajemne zależności.

Anna Burek: Czego najbardziej panu brakuje w dzisiejszym dyskursie o świecie?

Tomasz Jaeschke: Brakuje autentycznej koegzystencji w harmonii. Nie wierzę polityce – ani niemieckiej, ani polskiej – bo to często „kryształ z pomyjami”, jak mawiał Hłasko. Wierzę w ludzi dobrej woli. Moim zadaniem jest zmiana paradygmatu odczuwania. Chcę, byśmy zrozumieli, że to nas ze zwierzętami więcej łączy niż dzieli. Jeśli coś boli, to boli tak samo. Świat nie odnajdzie spokoju, dopóki człowiek nie przestanie windować się na szczyt piramidy, której w rzeczywistości  tak naprawdę przecież nie ma. Idąc za tokiem myślenia Lwa Tołstoja: “dopóki będą istniały rzeźnie, dopóty będą istniały pola bitew”. I o tym jestem do szpiku kości przekonany.


Podpis do zdjęcia:
W razie pytań, zachęcamy do odwiedzenia strony https://tomasz-jaeschke.eu/ 


Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Koniec polsko-niemieckiego „DIALOGU”?

Po prawie 40 latach znika ceniony, dwujęzyczny polsko-niemiecki kwartalnik „DIALOG”, którego redakcja mieściła się w Berlinie. „Po stronie niemieckiej nie ma politycznej woli, żeby nas wspierać” – ocenia w rozmowie z Maciejem Wiśniewskim w COSMO po polsku Basil Kerski, który kierował magazynem od 1998 roku.

Czytaj więcej

To się zmieniło w Niemczech w 2026 roku

2026 na dobre się rozkręca, a wraz z nim wchodzą w życie nowe ważne prawa, przepisy i regulacje. Warto je wszystkie znać choćby po to, żeby egzekwować podwyżkę płacy. COSMO po polsku, radio dla Polaków w Niemczech, przygotowało dla Was przegląd najważniejszych zmian.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - luty 2026