bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Felieton luty

No! O mały włos! Tak się rozochociłam tą piękną, puchatą zimą. Tak się zagadałam z tymi wyczekanymi, wytęsknionymi ludźmi ulubionymi. Tak się zakopałam w tych nieodpakowanych jeszcze świątecznych prezentach. Tak mnie pochłonęły plany i marzenia na ten nowo rozpoczęty rok. Że kiedy już wróciłam po świętach do codziennej rutyny, to posypały mi się ze sklepowych półek czekoladowe zajączki i marcepanowe jajeczka, a ja o mały włos nie przeoczyłam nadchodzącego w lutym święta miłości! Hallo! Tu luty!

Siedząc sobie z kawą, obserwując Berlińczyków ślizgających się na zamarzniętym kanale, grzejąc twarz w styczniowym słońcu i planując rodzinną wyprawę, usłyszałam (zupełnie przypadkiem, I swear!) rozmowę dwóch Amerykanek o tym, jak to bardzo obie love winter, love Berlin, love this coffee place! I o tej ich miłości wyrażanej co rusz i co więcej – dość głośno – zrobiło mi się trochę dziwnie. 

Bo rzeczywiście znam ludzi, którzy dla swojego hobby potrafią zerwać się o nieludzkiej porze. Wstać przed świtem (nie tylko zimą), wciągnąć na zmarznięte stopy kalesony-leginsy, pobiec w dal wcale nie na kawę, tym bardziej nie do pracy – zupełnie bez sensu choć ponoć dla przyjemności – po prostu iść pobiegać. Dla mnie nawet gramatycznie nie ma to sensu. Oni jednak powtarzają: kocham biegać. 

Znam i takich, co dla kawałka starego żelastwa, ukrytego gdzieś na dnie zakurzonego antykwariatu, gotowi są przejechać pół kontynentu. Godzinami potrafią czyścić mosiężne klamki, polerować matowe blaty i z namaszczeniem opowiadać o historii przedmiotu, który dla postronnego obserwatora jest po prostu rupieciem. Oni jednak, gładząc zimne drewno, szepczą z autentycznym zachwytem: kocham starocie.

Znam też takich, którzy serce oddali istotom merdającym ogonem lub mruczącym na kolanach. Dla nich miłość to spacer w zacinającym deszczu o szóstej rano, to wiecznie zakłaczone swetry i rezygnacja z wakacji, bo przecież „Puszek źle znosi rozłąkę”. Potrafią z czułością, której nie powstydziłby się żaden poeta, przemawiać do mokrego nosa, wyznając mu dozgonną wierność między jednym podaniem smaczka a drugim. I nikt ich nie ocenia, gdy wpatrzeni w mądre, psie oczy, mówią z pełnym przekonaniem: kocham tego mojego wariata najmocniej na świecie.

Słowo „kocham” odmieniamy dziś przez wszystkie przypadki, doklejamy je do nowych butów, do smaku wegańskiego ramenu i do kolejnego odcinka serialu na Netflixie. Rzucamy nim na prawo i lewo, przekrzykując ukochane miasto w ukochanej knajpie, znad ukochanej kawy. Dlaczego więc, gdy przychodzi do stanięcia twarzą w twarz z drugim człowiekiem, to samo słowo nagle pęcznieje w gardle? Dlaczego trudniej nam je wypowiedzieć do kogoś, kto dzieli z nami codzienność, niż wykrzyczeć je w zachwycie nad zimowym krajobrazem?

Słysząc amerykańskie wyznania miłości, które dziewczyny przy stoliku obok kierowały do kubka z ciepłym napojem, pomyślałam sobie, że może ten niewiele mający do zaoferowania luty staje przed nami nie po to, by wciskać nam kiczowate kartki z amorkiem, ale zwyczajnie przypomnieć o drugim człowieku? O tym, który siedzi obok na kanapie, który odbiera telefon, gdy mamy gorszy dzień, albo o tym, do którego od miesiąca planujemy napisać „co u Ciebie?”.

Więc kochani! Zanim luty pryśnie, zanim zima odejdzie na zawsze i zawita u nas kraina   zielonej trawki, wielkanocnych koszyczków, zanim znowu damy się porwać rutynie, zanim powiemy po raz pierwszy: niech się ten luty już kończy, wykrzyczmy wszyscy w zachwycie: Hallo! Tu luty! Podkuj buty i idź powiedz komuś, że go kochasz! 

Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

Maj zachwyca! Oszałamia nas zapach kwitnących drzew. Kuszą coraz dłuższe wieczory, które aż proszą się o spotkania. Dla Polonii to także czas szczególny: między Świętem Pracy a codziennością budowaną na styku dwóch kultur pojawia się przestrzeń na refleksję, inspirację i wspólne przeżywanie miasta.

Czytaj więcej

Sportowi idole oczami dzieci

Kiedy z Camp Nou, po ostatnim meczu rozegranym w barwach Barcelony schodził Robert Lewandowski,nie bez wzruszenia pomyślałem, że tak rodzą się legendy, które wspomina się przez lata. Skąd jednak brać następców Lewego? Często narzekamy, że młodzież już nie ta, że kiedyś było lepiej. Ale! Przecież to od nas, dorosłych, zależy czy dzieci zainteresują się sportem. Historie naszych dziecięcych Czytelników, biorących udział w konkursie Mój sportowy superbohater – autorytet, który mnie inspiruje, dają nadzieję, że jeszcze będzie pięknie, bo pasją do ruchu może zarażać zarówno Yamal, jak wujek Paweł. Zapraszam do przeczytania fragmentów nagrodzonych prac.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - czerwiec 2026