MS: Czy masowe zwolnienia jak te w Erfurcie pojawiają się ostatnio częściej w Pani pracy?
MF: Tak. W ostatnim roku wyraźnie widzimy, że takich przypadków jest więcej. Z jednej strony firmy redukują personel klasycznym wypowiedzeniem, z drugiej proponują rozwiązanie umowy „za porozumieniem stron”, żeby zrobić to łagodniej.
W Berlinie mamy też sytuacje, w których duże zakłady, zatrudniające od lat wielu Polaków, po prostu się zamykają. Albo już zostały zamknięte, albo mamy informacje, że nastąpi to jeszcze w tym roku. Dotyczy to bardzo różnych branż: od dużych zakładów spożywczych po ośrodki technologiczne.
W przypadku Zalando w Erfurcie mówimy o około 500 Polakach i kilku tysiącach osób ogółem. To pokazuje skalę problemu, ale też to, że w takich sytuacjach można wywalczyć konkretne rozwiązania, jeżeli pracownicy mają dobrą reprezentację.
MS: Czy Polacy pracujący w Niemczech mają takie same prawa jak pracownicy niemieccy, gdy dochodzi do zwolnień?
MF: Jak najbardziej. Narodowość, kraj pochodzenia czy obywatelstwo nie mogą mieć wpływu na prawa pracownicze. Jeżeli mamy taką samą umowę i taką samą podstawę zatrudnienia jak inni, musimy być traktowani identycznie.
Wyjątek, o którym warto pamiętać, to osoby zatrudnione przez agencję pracy tymczasowej. W przypadku Zalando część pracowników nie była zatrudniona bezpośrednio przez firmę, tylko przez agencję. Ich sytuacja prawna przy zakończeniu współpracy wygląda inaczej niż w przypadku pracowników „stałych” zakładu.
MS: Dostajemy wypowiedzenie z pracy w Niemczech. Co powinno być naszym pierwszym krokiem?
MF: Przede wszystkim należy działać szybko. Na wniesienie odwołania od wypowiedzenia mamy tylko trzy tygodnie. W tym czasie sprawa musi trafić do sądu pracy. Dlatego tak ważna jest szybka konsultacja.
Druga rzecz to dokumenty. W praktyce widzimy, że wiele osób pracuje w jednym zakładzie przez lata, ma kilka umów, aneksy. Często obowiązują też układy zbiorowe, czyli Tarifverträge. Do dobrej porady potrzebny jest pełny obraz, wszystkie dokumenty regulujące stosunek pracy.
Jeżeli jesteśmy członkami związków zawodowych, mamy ogromny plus: możemy korzystać z bardzo profesjonalnego doradztwa związków branżowych. Wiele osób ma też ubezpieczenie prawne. Wtedy warto jak najszybciej skontaktować się z adwokatem specjalizującym się w prawie pracy (Fachanwalt für Arbeitsrecht).
Ale są też poradnie takie jak nasze, do których można się zgłosić bez ubezpieczenia prawnego. Mam na myśli poradnie sieci Arbeit und Leben, ale także Faire Mobilität, a w przypadku osób z innych krajów Faire Integration. Jesteśmy w zasadzie dla wszystkich osób, zwłaszcza z takich branż jak logistyka.
MS: W dokumentach pojawiają się pojęcia „Kündigung”, „Änderungskündigung”, „Aufhebungsvertrag”. Jak w prostych słowach wyjaśnić różnice między nimi i które z tych form są najbardziej ryzykowne dla pracownika?
MF: To są trzy różne sytuacje, prowadzące do różnych konsekwencji. Najważniejsze jest jedno: nie powinniśmy nic podpisywać, jeśli nie znamy treści dokumentu ani jego skutków prawnych.
Każdy pracownik ma prawo spokojnie zapoznać się z treścią dokumentu przed podpisaniem, skonsultować się prawnie i dopiero później ewentualnie podpisać.
„Kündigung” to jednostronna decyzja pracodawcy o zakończeniu stosunku pracy. Musi nastąpić na piśmie. Nie może to być e-mail czy fax. Jest ważna z momentem doręczenia, czyli przedstawienia pracownikowi w takiej formie, że będzie mógł zapoznać się z treścią dokumentu. Musi być oczywiście podpis osoby upoważnionej i data.
Ważne: do ważności wypowiedzenia pracodawca nie potrzebuje naszego podpisu. Dlatego ostrzegam przed zbyt szybkim podpisywaniem takiego dokumentu. W zależności od sformułowania nie wiemy do końca, na co się zgadzamy.
„Änderungskündigung” to wypowiedzenie zmieniające. Jego celem nie jest zakończenie umowy o pracę, ale zmiana warunków zatrudnienia. Pracodawca proponuje nowe warunki pracy i jednocześnie zastrzega, że jeżeli nie zgodzimy się na nie w określonym czasie, wypowie stosunek pracy.
Pracownik może zareagować na trzy sposoby:
– nie przyjąć nowych warunków i przyjąć wypowiedzenie,
– zgodzić się na nowe warunki i potwierdzić to u pracodawcy,
– przyjąć nowe warunki zatrudnienia z zastrzeżeniem, że sprawa zostanie zbadana przez sąd, i jednocześnie skierować sprawę do sądu pracy. Sąd sprawdzi, czy po stronie pracodawcy rzeczywiście istnieje ekonomiczna konieczność zmiany, a jeśli tak, czy musi dotyczyć właśnie tej osoby.
„Aufhebungsvertrag” to umowa między pracodawcą i pracownikiem, że zgodnie kończą łączący ich stosunek pracy. To nie jest wypowiedzenie, ale jest bardzo ryzykowne dla pracownika. Z reguły wiąże się z sankcjami w urzędzie pracy. Najczęściej pierwsze trzy miesiące zasiłku dla bezrobotnych są po podpisaniu takiej umowy wstrzymywane, ponieważ urząd uznaje, że dobrowolnie zrezygnowaliśmy z pracy.
Czasem „Aufhebungsvertrag” może być korzystny, zwłaszcza jeżeli pracodawca proponuje w nim dobrą odprawę, wyższą niż przeciętna. W każdym przypadku zalecałabym jednak wcześniej konsultację prawniczą, bo istnieją okoliczności, w których podpisanie takiej umowy nie musi prowadzić do sankcji. Tekst musi być jednak bardzo precyzyjnie sformułowany.
MS: W wielu centrach logistycznych Polacy są zatrudnieni przez agencję pracy tymczasowej. Jakie prawa mają tacy pracownicy i czym różni się to od zatrudnienia bezpośrednio przez zakład pracy?
MF: Przede wszystkim warto wyjaśnić, że pracownicy tymczasowi mają pracodawcę w agencji pracy tymczasowej, a nie w zakładzie, w którym faktycznie wykonują pracę. Zakład, w którym pracują, to zakład użytkownik, korzystający z ich pracy. Zadaniem agencji jest znajdowanie dla nich różnych miejsc pracy.
Co do zasady ta grupa pracownicza powinna mieć równe prawa z pracownikami w danym zakładzie. Na przykład prawo do takiego samego wynagrodzenia, czyli tzw. „equal pay”. Chyba że agencja pracy tymczasowej stosuje układy zbiorowe. W takich okolicznościach na okres do 9 miesięcy wynagrodzenie może różnić się od wynagrodzenia pracowników stałych.
Warto pamiętać, że pracownicy tymczasowi nie mogą być na stałe zatrudnieni w zakładzie użytkowniku. Mogą pracować w nim maksymalnie 18 miesięcy. Potem, jeżeli stosunek pracy będzie kontynuowany, mają prawo być zatrudnieni bezpośrednio w tym zakładzie, gdzie faktycznie wykonują pracę.
W sytuacji masowych redukcji czy zamknięcia zakładu pracy zlecenie dla pracowników tymczasowych po prostu się kończy. Między firmami obowiązują krótkie terminy wypowiedzenia, więc pracownik może w krótkim czasie, bez żadnej odprawy, zakończyć swoje zlecenie.
Natomiast pracownicy zatrudnieni bezpośrednio w głównym zakładzie, który jest zamykany, mają z reguły radę zakładową, tak jak w Zalando. Rada walczy o plan socjalny, czyli finansową rekompensatę za utracone miejsca pracy. Tych praw pracownicy tymczasowi z reguły nie mają, choć odpowiedzialność za nich nadal ponosi agencja.
MS: Czym z punktu widzenia prawa jest plan socjalny przy masowych zwolnieniach? Co zwykle obejmuje?
MF: Plan socjalny to wiążące porozumienie między pracodawcą a przedstawicielami pracowników, najczęściej radą zakładową. Dotyczy sytuacji poważnych zmian w zakładzie. Najczęściej chodzi o zamknięcie zakładu lub masową redukcję etatów.
Co może przynieść pracownikom? Często wydłużane są terminy wypowiedzenia, dzięki czemu pracownicy mają więcej czasu na szukanie pracy i dłużej pozostają w zatrudnieniu. Typowym elementem są odprawy, czyli odszkodowanie za utracone miejsce pracy.
W zakładach bez rady zakładowej nie ma planu socjalnego. Każdy pracownik musiałby samodzielnie wystąpić do sądu pracy i próbować wynegocjować dla siebie odprawę. Z radą zakładową, często przy wsparciu związków zawodowych, mamy silnego partnera, który negocjuje warunki zakończenia pracy dla wszystkich.
W planach socjalnych uwzględnia się staż, wiek pracowników, stara się zachować zasady sprawiedliwości. Bywa, że pojawiają się możliwości dokształcania się, kursy, a część pracowników otrzymuje oferty pracy w innych miejscowościach. Generalnie chodzi o to, żeby zminimalizować negatywne skutki finansowe utraty miejsca pracy.
MS: Dlaczego rady zakładowe odgrywają tak ważną rolę w Niemczech, szczególnie dla osób z Polski?
MF: Rady zakładowe, obok członkostwa w związkach zawodowych i kontroli prawa pracy, są podstawą ochrony praw pracowników w Niemczech. Dlatego, szukając pracy, warto zwrócić uwagę na to, czy w danym zakładzie jest rada zakładowa.
Jeżeli mówimy o zamknięciu zakładu, tak jak w Zalando: gdyby nie było rady zakładowej, pracownicy nie mieliby prawnej podstawy, żeby negocjować plan socjalny. Pracodawca mógłby dobrowolnie coś zaproponować, ale nie byłby do tego zobowiązany.
Z radą zakładową mamy mechanizm, który zobowiązuje pracodawcę do negocjacji planu socjalnego dla pracowników. Pracodawca musi również informować radę zakładową już na pierwszym etapie, od momentu, gdy planuje zmiany w zakładzie, takie jak zamknięcie czy redukcja etatów. Rada ma prawo do własnych propozycji i od początku czuwa nad procesem.
W zakładach bez rady zakładowej widzimy często, że pracownicy są zaskoczeni informacją o zamknięciu czy wypowiedzeniach. Krążą plotki, brakuje jasnej komunikacji, a pracodawca nie ma obowiązku udzielać pełnych informacji. Często ludzie dowiadują się o wszystkim dopiero przy wręczeniu wypowiedzeń.
Dlatego rady zakładowe są tak ważne. I dlatego cieszy mnie, że coraz więcej Polaków jest w radach zakładowych. To otwiera szanse dla innych osób z Polski, żeby dowiedzieć się o tej instytucji, zrozumieć jej rolę i zaangażować się w demokratyczną strukturę w zakładzie pracy.
MS: Na jakie odprawy mogą liczyć osoby zwalniane z zakładów w Niemczech? Czy istnieje jakiś standard?
MF: Przede wszystkim warto powiedzieć, że odprawy nie są wypłacane automatycznie po każdym wypowiedzeniu.
W zakładach, w których, jak w Zalando, jest rada zakładowa i plan socjalny, odprawy są planowane i negocjowane dla pracowników zbiorowo.
Tam, gdzie rady zakładowej nie ma, pracownik reprezentuje się sam. W optymalnej sytuacji z adwokatem związkowym lub specjalistą od prawa pracy. Wtedy odprawa jest z reguły rezultatem postępowania odwoławczego przed sądem pracy.
Przyjęty standard sądowy to: za każdy rozpoczęty rok zatrudnienia odprawa w wysokości połowy miesięcznego wynagrodzenia brutto. W niektórych przypadkach, w zależności od wieku czy sytuacji pracownika, można uzyskać wyższą odprawę, wysokości jednego, a nawet półtora miesięcznego wynagrodzenia brutto za każdy rok pracy.
Nie ma sztywnych granic. Bardzo dużo zależy od tego, jak bardzo firma nie chce, żeby pracownik wrócił do pracy, i jakie ma możliwości finansowe. W branżach bardzo lukratywnych, jak niektóre przedsiębiorstwa IT, tych ograniczeń praktycznie nie ma.
Na pewno nie należy być zbyt skromnym przy negocjowaniu odprawy. Jeśli samodzielnie rozmawiamy w sądzie, warto zacząć negocjacje od kwoty powyżej połowy miesięcznego wynagrodzenia brutto za każdy rok zatrudnienia.
Warto też pamiętać, że od odpraw nie odprowadza się składek na ubezpieczenia społeczne. Są co prawda opodatkowane, ale w rozliczeniu podatkowym można skorzystać z ulg. To „lepsze brutto” niż przy normalnym wynagrodzeniu.
MS: Jakie błędy najczęściej popełniają Polacy w Niemczech, gdy tracą pracę? Jak można uratować sytuację?
MF: Rzeczywiście widzimy kilka powtarzających się błędów.
Po pierwsze: pracownicy podpisują dokumenty, których treści nie rozumieją. Potem okazuje się, że nie potwierdzili tylko otrzymania wypowiedzenia, ale podpisali rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, z negatywnymi konsekwencjami dla zasiłku. Dlatego bardzo proszę uważać na to, co podpisujemy, i pamiętać, że w przypadku wypowiedzenia mamy odebrać pismo, a pracodawca nie potrzebuje naszego podpisu do jego ważności.
Po drugie: brak reakcji. Wiele osób załamuje się, nie wierzy, że może skutecznie odwołać wypowiedzenie. Wydaje im się, że nie mają szans, że wszystko jest zbyt trudne, zbyt drogie, że jako Polacy sobie nie poradzą. Tymczasem w większości spraw udaje się coś uzyskać. Ale koniecznie trzeba działać i szukać pomocy jak najszybciej.
Po trzecie: pójście na zwolnienie lekarskie jako „ochrona”. W Polsce rzeczywiście jest tak, że pracownik na zwolnieniu lekarskim nie może być zwolniony. W Niemczech to nie obowiązuje. Dodatkowo, jeżeli pracownik zaraz po otrzymaniu wypowiedzenia pójdzie na zwolnienie lekarskie, pracodawca, zgodnie z aktualnym orzecznictwem, może podważyć autentyczność takiego zwolnienia i odmówić wypłaty wynagrodzenia za czas choroby. Wszystko robi się bardziej skomplikowane.
Jeżeli nie jesteśmy ciężko chorzy, radziłabym pozostać w pracy i szukać rozwiązań z pomocą specjalistów.
MS: Dziękuję za rozmowę.
MF: Dziękuję.
Magdalena Ziomek: szczęście dla freelancerów w Niemczech
Magdalena Ziomek współtworzy coś, co wielu samozatrudnionym wydawało się niemożliwe: model pracy łączący wolność freelancera z ochroną socjalną pracownika etatowego. Spółdzielnia SMART DE zrzesza dziś ponad 1300 osób, pomaga przejść przez niemiecki gąszcz podatków, kas chorych i składek, a przy tym pokazuje, że sieciowanie Polek i Polaków może być naszą prawdziwą supermocą. O freelancingu, pułapkach systemu, pandemii, sztucznej inteligencji i sile polskiej społeczności w Niemczech z Magdą Ziomek, współzałożycielką oraz prezeską SMART DE, rozmawia Monika Sędzierska.
MS: Dziesięć lat temu zaczynaliście od jednego biurka w przestrzeni coworkingowej. Dziś SMART DE to rozpoznawalna marka na berlińskim rynku. Gdzie jesteście teraz i jak wygląda wasza codzienność?
MZ: Dziś jesteśmy w Berlinie na Franz Mehring Platz 1, w pomieszczeniach „Neues Deutschland”. Mamy własne biuro, własny paternoster i, co dla mnie najważniejsze, zespół i spółdzielców, którzy naprawdę lubią tu przychodzić.
O dziwo, jeśli chodzi o administrację, nie urośliśmy, tylko się zmniejszyliśmy. Jesteśmy zdigitalizowani, nasze procesy są zautomatyzowane, dzięki czemu mogliśmy przeprowadzić „szczęśliwe cięcia”. Dziś działamy bez dodatkowych dotacji, jesteśmy po „break even”, samowystarczalną spółdzielnią w dziedzinie innowacji społecznej. To rzadki moment.
MS: Zanim powstał SMART DE, długo przyglądaliście się innym modelom w Europie. Co dokładnie podpatrywaliście i jak zrodził się pomysł, żeby freelancera zatrudnić?
MZ: Proces tworzenia SMART DE rozpoczęliśmy ponad 15 lat temu. Bardzo powoli przyglądaliśmy się wzorcom europejskim, przede wszystkim belgijskim. Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, co może być naprawdę pomocne dla samozatrudnionych w Niemczech.
Belgowie uparcie powtarzali: „Rozwiązaniem jest zatrudnienie”. A ja nie dowierzałam. Jak zatrudnienie ma być odpowiedzią na lęki freelancera, który przecież ucieka od etatu?
Dopiero po latach eksperymentów wymyśliliśmy model: zatrudnienie w strukturze spółdzielczej, współnależącej do osób, które z niej korzystają. Nasi samozatrudnieni są współwłaścicielami firmy, w której są zatrudnieni. Zachowują wolność freelancera, decydują o swojej pracy i klientach, a jednocześnie zyskują „spokojność” osoby na etacie, z pełnym pakietem świadczeń socjalnych.
MS: Od ponad dekady obserwujesz działalność „wolnych strzelców”. Przychodzą do was ludzie z bardzo różnych branż. Jak przez ten czas zmienił się świat freelancerski w Berlinie i w Niemczech? Kto dziś trafia do SMART DE, a kogo coraz rzadziej widzisz?
MZ: Weźmy prosty przykład tłumaczy. W czasach bez DeepL i bez ChatGPT znakomicie sobie radzili, a teraz zostali częściowo zepchnięci do roli osób, które „lektorują” po sztucznej inteligencji. Nadal symultanicznie walczą, ale widzimy upadek wielkich firm tłumaczeniowych i upadek dużych klientów, dla których nasi freelancerzy pracowali.
Osoby, które dopiero wchodzą do branży IT, mają ciężej. Specjaliści naprawdę wysokiego formatu znajdują pracę, ale dla początkujących jest dziś trudno.
Ciekawa jest też sytuacja nauczycieli. Bardzo wiele osób prowadziło kursy integracyjne, kursy języka niemieckiego. Po cięciach, nie tylko w Berlinie, ale w całych Niemczech, tych kursów jest coraz mniej. Niektóre zawody odchodzą w zapomnienie, gubią klientów, spadają obroty.
Z drugiej strony powstają nowe profesje. Mamy masę digitalnych nomadów, którzy jak ptaki pojawiają się w Berlinie latem, a potem uciekają do Tajlandii, by pracować jako influencerzy. Zaczynamy pracować z influencerami, z osobami od SEO, mamy archiwistów, ornitologów…
Ale przede wszystkim pracujemy z coachami i doradcami, dla firm i osób prywatnych. Rynek coachingowo doradczy trzyma się bardzo dobrze. Mimo że ChatGPT potrafi doradzić, jak naprawić pralkę albo własną duszę, nadal chcemy tej porady od ludzi. I właśnie ci ludzie bardzo często pracują razem z nami.
MS: Wspomniałaś o sztucznej inteligencji. Patrzysz na nią raczej jak na zagrożenie czy pomoc?
MZ: Uważam, że dla nas, obcokrajowców, którzy czasami mają problemy z operowaniem językiem niemieckim, AI nas bardzo zdemokratyzowała. Mówimy po niemiecku dobrze, ale boimy się, że popełniamy błędy, więc korzystamy z AI jako z narzędzia. I to jest duża pomoc.
Jednocześnie oczywiście zmienia rynek zawodów. Wypiera proste tłumaczenia, generuje treści. Ale jeśli umiemy z niej mądrze korzystać i traktować jako narzędzie, nie jako zastępstwo człowieka, to staje się sprzymierzeńcem, a nie konkurencją.

MS: Mówisz o sobie, że zajmujesz się „szczęściem dla samozatrudnionych”. Co konkretnie proponuje SMART DE takiej osobie? Jak wygląda ten model krok po kroku?
MZ: Jesteśmy bardzo mało inwazyjni, a jednocześnie bardzo wspierający. Spółdzielnia to forma i struktura, przez którą możesz „przerobić” swoje zlecenia na budżet. W ramach tego budżetu sam decydujesz o swoim zatrudnieniu.
To, co polecamy, to zatrudnienie z dostępem do państwowej kasy chorych. Jako osoba samozatrudniona obowiązkowa składka do państwowej kasy chorych zaczyna się od około 250–260 euro, niezależnie od wysokości dochodów.
U nas już przy zatrudnieniu za około 250 euro masz dostęp do wszystkich świadczeń socjalnych: ubezpieczenia emerytalnego, ubezpieczenia od bezrobocia. Osoba, która ma zlecenia na około 850 euro, może mieć zatrudnienie, z którego w kieszeni zostanie jej około 600 euro. I jest to zatrudnienie, gdzie kasa chorych nas nie ściga, a ubezpieczenia emerytalne nie sprawdzają, czy nie ma „schwarzarbeiten” i czy przypadkiem nie powinniśmy być przymusowo zatrudnieni w szkole jako nauczyciel.
To uproszczony, bezpieczny sposób, żeby poradzić sobie z dysproporcją między obowiązkami i wyzwaniami, które czekają freelancerów, a przyjemnościami i udogodnieniami zarezerwowanymi dla osób zatrudnionych na etacie.
MS: Pandemia bardzo mocno uderzyła w freelancerów. Jak przeszliście przez ten czas w SMART DE i czym różniły się doświadczenia waszych spółdzielców od „klasycznych” samozatrudnionych?
MZ: Nasi spółdzielcy do dziś pamiętają, że kiedy zaczęła się pandemia, jako pracownicy poszli na Kurzarbeit. Byli chronieni przez państwo niemieckie, nie musieli pracować, a dostawali świadczenia.
Wielu freelancerów wystąpiło wtedy o pomoc dla osób samozatrudnionych (Soforthilfe) i do dziś słyszę o procesach i dochodzeniach, które trwają po to, żeby zwrócić te 5000 czy 10 000 euro. Nagle okazuje się, że pomoc była pobrana nieprawnie, komunikacja i dochodzenia ciągną się latami, przysparzając ludziom autentycznych problemów. Nasi spółdzielcy nie mieli tego doświadczenia i bardzo to cenią.
Co więcej, w czasie pandemii mogli się przekwalifikować. Wielu trenerów, którzy z nami pracowali, szybko przeszło z treningów offline na treningi online. Nagle powstały wielkie kariery osób, które świetnie sobie radzą w świecie online. Ten system utrzymał się do dziś. Zmiana, która nastąpiła wtedy, trwa dalej. Nikt z nas nie potrafi sobie już wyobrazić życia bez remote working, bez spotkań online.
Uważam, że nawet dla klasycznych pracowników zmieniło się coś na lepsze, choćby możliwość „workation”. Chyba wszyscy lubimy pracować z Sardynii…
MS: Prowadzisz też po polsku kursy zakładania działalności gospodarczej w Niemczech. Z jakimi emocjami przychodzą na nie Polki i Polacy? Czego boją się najbardziej?
MZ: Największy lęk, zanim w ogóle przyjdą na moje seminaria, budzą podatki. Staram się wyprowadzić ludzi z błędu i powiedzieć, że tak naprawdę podatki w Niemczech i urząd skarbowy są bardzo sympatyczne. Można zadzwonić i powiedzieć:
„Wprawdzie do końca lipca powinienem złożyć zeznanie podatkowe, ale wyjeżdżam na wakacje”. A oni odpowiedzą: „Nie ma sprawy, proszę złożyć za trzy miesiące”. Oczywiście trzeba o tych opóźnieniach informować.
Bardzo restrykcyjne są systemy obowiązkowych kas chorych, bo działają retroaktywnie. Przy zakładaniu działalności trzeba uważać, żeby się nagle nie okazało, że mamy już dług w kasie chorych. Przed tym ostrzegam.
Dlatego na każdym szkoleniu powtarzam jedną rzecz: otwieraj wszystkie listy z urzędów. To brzmi banalnie, ale wiele problemów zaczyna się właśnie od nieprzeczytanej korespondencji.
MS: Jakie pułapki i typowe błędy najczęściej czyhają na osoby, które zaczynają freelancing w Niemczech?
MZ: Pierwszy problem to w ogóle brak zrozumienia zasad systemu. Ludzie nie wiedzą, że muszą wystawić rachunek, że trzeba się zarejestrować, że ubezpieczenie zdrowotne nie jest opcją, tylko obowiązkiem. To są podstawy, które czasem umykają.
Potem zaczynają się poważniejsze niespodzianki. Opowiem z własnego doświadczenia. Pewnego dnia odkryłam, że jestem vatowcem. Nikt mnie o tym nie powiadomił, system po prostu „uznał”, że przekroczyłam próg. Rozliczenie robi się w połowie roku, więc można przez kilka miesięcy być vatowcem, nie wiedząc o tym, a potem trzeba korygować przeszłość. To potrafi zaboleć.
Dochodzi do tego temat zaliczek na podatek dochodowy i VAT. Rok wielkich sukcesów finansowych kończy się tym, że płacimy nie tylko podatek za poprzedni rok, ale też wysokie zaliczki na przyszły, na dochodowy i obrotowy. To dla wielu osób szok, bo myślą: „Świetnie mi poszło, mam z czego żyć”, a tu nagle przychodzi fala zobowiązań.
Dlatego powtarzam: żeby dobrze funkcjonować w tym systemie, trzeba go poznać. Wtedy można tańczyć, szukać rozwiązań, czasem „zagrać lekko”, ale najpierw trzeba zrozumieć zasady. I nigdy nie zamykać oczu na korespondencję z urzędów.
MS: Działasz także społecznie w stowarzyszeniu agitPolska e.V., wraz z Anną Stahl Czechowską na rzecz polskiej kultury oraz Polek w Niemczech. We wrześniu zobaczymy efekty waszego najnowszego projektu z okazji 35-lecia partnerstwa Berlina i Warszawy. Co to będzie za wydarzenie?
MZ: To projekt-wystawa, którą otworzymy już 18 września w ambasadzie RP w Berlinie. Będzie to wystawa portretów 20 Polek, które dziś są aktywne w Niemczech i zmieniają sposób patrzenia nie tylko na Polaków czy Polki, ale w ogóle na obcokrajowców.
Potwierdzają zaangażowanie polityczne, udział w strukturach administracji, w biznesie. To portrety kobiet, które były już pokazane na portalu Porta Polonica. Teraz, w dużej instalacji, zobaczymy je w ambasadzie. Bardzo się cieszymy i serdecznie zapraszamy na wystawę.
Wydaje mi się, że będzie można spotkać niesamowite kobiety, zainspirować się. A Ania już organizuje wielką sieć polskich kobiet w biznesie. Będę pierwsza, która się zapisze. To świetny trop. Trzeba się sieciować, trzeba się wspierać, trzeba przede wszystkim o sobie wiedzieć.
MS: Jak rozumiesz „sieciowanie” i jak ono wygląda w praktyce w Twoim życiu?
MZ: Moje przyjaciółki mówią, że jestem „człowiek sieć”. Trzeba uważać, żeby się za bardzo nie zbliżać, bo nie dość, że lubię pracę, to jeszcze lubię każdego z każdym poznać, „posieciować”.
Czasami po spotkaniu, na którym miałam coś zrobić czy powiedzieć, okazuje się, że biegam od osoby do osoby, poznaję jedną z drugą i mówię: „Ach, ta potrzebuje tego, tamta chce tamtego, może tu, może tam…”. Wydaje mi się, że to zdrowy odruch.
To szkoła mojej mamy: zawsze zapytać każdego „A ty co robisz? Może się coś przyda?”. Trzeba mieć w sobie ciekawość ludzi, otwartość i gotowość nie tylko do brania, ale też do oferowania czegoś z własnej strony.
Sieciowanie nie jest pustym hasłem. To ogromne wsparcie. Dzięki sieci szybciej znajdujemy pracę, partnerów, klientów, ale też poczucie, że nie jesteśmy sami. A za granicą to bezcenne.
MS: Jaki byłby Twój najważniejszy przekaz do Polek i Polaków w Niemczech, którzy myślą o założeniu własnej działalności?
MZ: Im lepiej rozumiemy zasady gry, podatki, ubezpieczenia, formy zatrudnienia, tym więcej mamy wolności i wpływu na własne życie. Możemy wybierać między klasyczną działalnością, spółdzielnią, etatem, pracą zdalną z Tajlandii czy z Berlina.
Pod warunkiem, że nie uciekamy przed wiedzą, otwieramy listy z urzędów i korzystamy ze wsparcia, które już istnieje, od kursów po spółdzielnie takie jak SMART DE.
A sieciowanie, spotkania, projekty, wspólne inicjatywy sprawiają, że jest nam po prostu łatwiej. W Berlinie, w całych Niemczech, wszędzie tam, gdzie Polki i Polacy budują swoje nowe życie.
MS: Dziękuję za rozmowę.
MZ: Dziękuję i zapraszam do ambasady 18 września.
Wywiady ukazały się w formie podcastu „COSMO po polsku” i są dostępne za darmo do słuchania m.in. w ARD Sounds, na Spotify i Apple Podcasts.
KONTAKT: cosmopopolsku@rbb-online.de


