bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Pierogi to dla mnie symbol poczucia wspólnoty

O tym, że nie trzeba urodzić się w Polsce, by rozumieć i tęsknić za polskością opowiada Julia Schneider, która od kilku lat buduje nowoczesną polską społeczność w Berlinie.

Anna Burek: Na początek rozwiążmy kwestie ważne: Julia czy Julka?

Julia Schneider: Jestem Julia, ale na Instagramie podpisuję się jako Julka – trochę spolonizowałam i zdrobniłam swoje imię. Moja tożsamość jest w dużej mierze niemiecka; wychowałam się we Frankfurcie nad Menem, ale moja mama była Polką. Lubię więc, kiedy mówi się do mnie Julka, choć niewiele osób się do mnie w ten sposób zwraca.

Zawsze ciągnęło mnie w stronę Polski i polskości. Na studiach licencjackich skupiłam się na polonistyce, a na magisterce wybrałam East European Studies.Na każdym kroku tej drogi zastanawiałam się, co zrobić z tą polonistyką. Chciałam zająć się tematem odbioru polskości i budowaniem „marki Polska” w Niemczech, bo byłam przekonana, że wizerunek Polski jest gorszy, niż na to zasługuje. Jeszcze na licencjacie zaczęłam pisać autorski newsletter o tym, co ciekawego ze świata Europy Środkowo-Wschodniej dzieje się w Berlinie. Skupiałam się na gastronomii, kulturze, pop-upach czy imprezach i zauważyłam, że brakuje w tym wszystkim czegoś polskiego – nowoczesnej reprezentacji, która trafiałaby do mojego pokolenia. Brakowało mi miejsca, w którym mogłabym dumnie pokazać swoje polskie korzenie. I z czasem centrum tego wszystkiego stało się dla mnie jedzenie.

Anna Burek: Z czego wynikał u Ciebie pójście stronę jedzenia? Polska kojarzy się z pierogami, ale też lasami, brutalizmem, muzyką klasyczną czy ostatnio przecież – z literaturą.

Julia Schneider: Zdecydowałam się stworzyć Pierogi Social Club wokół pierogów, ponieważ są one potężnym symbolem i naszym najlepszym eksportem kulturowym. Każdy kocha dumplingi – ludzie znają już gyoza czy chinkali, a my mamy polskie pierogi. Sam proces ich przygotowania ma niesamowicie łączący charakter. Podczas warsztatów każdy ma brudne ręce, wszędzie unosi się mąka – to bardzo zbliża ludzi. Nasz projekt celowo nie nazywa się Polski Social Club, bo kierujemy się do ludzi z całego świata, a pieróg jest tu uniwersalnym symbolem łączącym.

Choć moja mama była Polką, wychowałam się w Niemczech, w rodzinie niemiecko-fińskiej, która nie mówiła i nie gotowała po polsku. Z czasem zaczęłam tracić język, przez co do dzisiaj zmagam się czasem z syndromem oszusta. Zastanawiam się, czy na pewno ja jestem odpowiednią osobą do prowadzenia pierogarskiej społeczności, skoro nie wychowałam się z polskimi tradycjami. Na szczęście mam w zespole ludzi, którzy z tymi tradycjami dorastali i świetnie wypełniają te luki.

Robienia pierogów nauczyłam się od mojej najbliższej przyjaciółki, Karoliny, którą poznałam na polonistyce. To w jej domu rodzinnym po raz pierwszy tak naprawdę poczułam tę ciepłą, polską atmosferę.

Anna Burek: Od momentu, gdy poczułaś, że w Berlinie brakuje nowoczesnej reprezentacji Polski, do chwili, gdy usiedliście przy stole lepić pierwsze sztuki – jak wyglądała praca koncepcyjna?

Julia Schneider: Rzeczywiście obudziłam się pewnego ranka z myślą: „Dlaczego w Berlinie nie ma wydarzenia, gdzie młodzi ludzie lepią razem pierogi w fajnej przestrzeni, przy dobrej muzyce i z ładnym brandingiem?”. Od razu zadzwoniłam do Natalii, która ma świetny warsztat liderski. Zrobiłyśmy szybki test w kuchni jednego z kościołów w Berlin-Mitte. Ponieważ wypadł świetnie, przy kolejnym wydarzeniu mocno skupiłyśmy się już na wyjściu poza grono znajomych i na experience design.

Chodziło nie tylko o to, by wyjść ze spotkania z pełnym brzuch, ale bardziej o to, by stworzyć przestrzeń, z której wraca się do domu z nowymi przyjaciółmi. Poświęciliśmy sporo czasy, by ostatecznie wymyślić koncepcję spotkania, która łączy trzy ważne dla nas elementy. Każdy gość na wejściu dostaje tradycyjny kompocik oraz naklejkę na imię. Dajemy ludziom pół godziny na wejście w przestrzeń, więc zjawisko niezręcznej ciszy u nas nie istnieje. Po którmkim zapoznaniu się zaczyna się gotowanie, jednak nikt nie przygotowuje pojedynczych porcji dla siebie. Gotujemy w grupach, wspólnie dla wszystkich – dokładnie tak, jak robi się to w rodzinie. Wieczór kończymy wielką ucztą, pijemy piwo lub smakowe szoty. Jeśli coś zostanie, goście zabierają pierogi do domu.

Anna Burek: Ile pierogów przewidujecie na jedną osobę i jak często organizujecie takie spotkania?

Julia Schneider: Staramy się, żeby było to co najmniej 10 sztuk na głowę – porządna porcja jak z kultowego baru mlecznego. Raz zrobiliśmy nawet 500 sztuk naraz! Warsztaty cieszą się ogromną popularnością, ale są niesamowicie wycieńczające organizacyjnie. Ponieważ cały nasz zespół ma też inne etaty lub studia, szybko zrozumiałam, że nie możemy robić warsztatów co tydzień. Musiałyśmy wprowadzić nowe formaty: pop-upy, kolacje klubowe czy Polish Wine Tasting, które pozwalają nam sprawdzić, co przyciąga uczestników do poszczególnych inicjatyw i na czym zależy im najbardziej podczas naszych wydarzeń.

Niezwykłą popularnością cieszą się nasze comiesięczne spotkania w Klubie Polskich Nieudaczników. Community Hangouts to luźne wieczory bez sztywnego programu, na które mamy co miesiąc po 50–70 zapisów. Ludzie chcą się poznać, spotkać, poobserwować czasem innych, wsłuchać się w język polski, ale i czasem nie mówić po polsku, dowiedzieć się trochę o swoich polskich korzeniach. Co miesiąc mamy niezły mix osób, które naprawdę z przeróżnych powodów dołączają do spotkania. Same warsztaty kulinarne organizujemy teraz rzadziej, raz na dwa miesiące, jako nasz główny punkt programu.

Anna Burek: Jak inne inicjatywy obecne już w Berlinie reagowały na Waszą działalność?

Julia Schneider: Reakcje zawsze są pozytywne. Jeśli w ogóle pojawiały się jakieś sarkastyczne komentarze, to wyłącznie ze strony samych Polaków, na zasadzie: „A, wy i te wasze pierogi”. Natomiast ze strony obcokrajowców spotykamy się z ogromnym entuzjazmem.

Uważam, że Polska przeżywa obecnie swój absolutny prime time. Ludzie na Zachodzie wreszcie dostrzegają, jak gigantyczny skok gospodarczy i kulturowy zrobił nasz kraj w ciągu ostatnich 30 lat, a wraz z tym rośnie zainteresowanie polską kuchnią. Dostajemy mnóstwo wsparcia, również od Polaków w Berlinie, którzy piszą, że dzięki nam czują się zauważeni.

Anna Burek: Mówi się, że polskość przestaje być „obciachem”, a młodzi ludzie coraz częściej zachwycają się Polską – ostatnio także naszym winiarstwem. Błyskawicznie zauważyłaś ten trend i zorganizowałaś winę tasking polskich win. Skąd pomysł, by przywieźć polskie wino do Berlina?

Julia Schneider: Ten trend odkryła Karolina, która prowadzi w Niemczech biznes Grape & Grono, zajmujący się importem polskich win. Karolina miała identyczną perspektywę jak ja: chciała pokazać polską gastronomię w nowoczesny sposób. Działamy razem od około pół roku i w końcu pomyślałam, żeby zrobić z wina głównego bohatera wydarzenia.

Przyszło mnóstwo ludzi, w tym sporo obcokrajowców bez żadnych korzeni w Polsce. Mogłyśmy pokazać bogactwo różnych winiarni z całego kraju. Jedyne wyzwanie to cena – polskie wina są wciąż droższe od tych z Włoch czy Portugalii, co może wynikać między innymi z tego, że nasz rynek jest młodszy, ale te produkty są absolutnie warte swojej ceny.

Anna Burek: Opowiedz o ludziach, którzy współtworzą z Tobą te przestrzenie. Ile takich wydarzeń zorganizowałyście do tej pory?

Julia Schneider: Na początku Pierogi Social Club tworzyły przede wszystkim młode Polki, a Natalia i Claire są częścią projektu już od bardzo dawna. Z czasem dołączyły do nas kolejne osoby i dziś jesteśmy różnorodną grupą, w której każda osoba wnosi inne umiejętności i perspektywę. Jako założycielka Pierogi Social Club rozwijam projekt, nadaję mu kierunek i dbam o to, żeby wszystkie jego elementy tworzyły spójną całość. Z drugiej strony są nasi partnerzy biznesowi: Karolina z Grape & Grono, Babki Klub czy Magda z Frankfurtu prowadząca restaurację Frajda Pierogi. No i oczywiście miejsca, jak choćby The Social Hub lub bar z winami portugalskimi – uwielbiam Berlin za to, że możesz w nim zorganizować warsztaty lepienia polskich pierogów w portugalskiej winiarni i nikogo to nie dziwi!

Do tej pory zorganizowałyśmy już ponad 20, może 25 wydarzeń. Teraz trzymamy stały rytm: minimum dwa, trzy wydarzenia w miesiącu. To naprawdę ogrom pracy i galopujące tempo. Nasz pierwszy, zamknięty event odbył się w październiku 2024 roku, a pierwsze oficjalne wydarzenie publiczne zorganizowałyśmy w grudniu 2024 roku – były to świąteczne warsztaty lepienia pierogów. To, co na początku było sprawdzaniem formuły i trochę zabawą obecnie stało się projektem, który wymaga koordynacji z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Zatem mimo tego, że mamy lato w pełni, ja myślami jestem już przy grudniu.

Anna Burek: Bilety wyprzedają się błyskawicznie. Gdzie najlepiej szukać informacji o nadchodzących pop-upach?

Julia Schneider: Zdecydowanie na Instagramie @pierogisocialclub. Wiemy, że ludzie czasem się stresują, bo bilety na wydarzenia znikają w kilka chwil. Trzeba jednak pamiętać o naszych ograniczeniach: robię to głównie sama, wciąż studiuję i pracuję jako freelancerka. Wkrótce uruchomimy dedykowany newsletter, mamy też prężną grupę na WhatsAppie – wystarczy napisać do nas na Instagramie, a chętnie podeślę linka.

Anna Burek: Czego dowiedziałaś się o sobie w ciągu tych kilkunastu miesięcy intensywnej działalności?

Julia Schneider: Z jednej strony – ten projekt to dla mnie potężna lekcja polskości. Zrozumiałam, że z mojej osobistej, bolesnej straty z dzieciństwa narodziło się coś pięknego dla innych. Może to właśnie ta ogromna tęsknota i nostalgia za utraconą polską tożsamością sprawiły, że byłam idealną osobą do stworzenia tego projektu? Nie miałam w sobie tego polskiego poczucia wstydu czy „obciachu”, bo ja tego po prostu nie doświadczyłam. Mam niemieckie nazwisko i dopóki sama o tym nie powiem, nikt w Niemczech nie wie, że mam polskie korzenie.

Nauczyłam się też, że można zbudować swoją własną, niezależną relację z krajem pochodzenia poza kontekstem czysto rodzinnym. Poznałam współczesną Polskę przez podróże, Erasmusa i przyjaźnie. Czuję się najbardziej związana z polskimi miastami, które wcale nie są miastami mojej rodziny. Nie mam pojęcia, jak ten projekt się potoczy i jak się skończy, ale wiem jedno: nauczyłam się o sobie tak wiele, że bez względu na przyszłość – było warto.

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Wrzesień 2026 w Berlinie

Szukasz informacji o tym, co robić, gdzie pójść i kiedy w Berlinie? No cóż, Berlin to niesamowite miasto z szeroką gamą aktywności i wydarzeń, które zadowolą każdego smaka i preferencje. Daj nam znać, jeśli masz jakieś bardziej szczegółowe pytania!

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - wrzesień 2026