Maciej Wiśniewski: Przy mikrofonie we Frankfurcie nad Menem witam moją rozmówczynię, która oprócz prowadzenia audycji w Hessischer Rundfunk – jest również reporterką i nakręciła film z serii „Travel like a local”, w którym podróżuje po Polsce. Na pewno lokalsem jest we Frankfurcie, gdzie mieszka. Czy czuje się lokalsem także w Polsce? Witam Cię serdecznie.
Witam cię. Bardzo się cieszę.
Ja również. Słuchaj, kiedy umawialiśmy się na rozmowę, na mojego maila odpisałaś, podpisując się „Kasia”. Jak najlepiej się do Ciebie zwracać?
Kate jest w porządku, Kasia mówią do mniej raczej moi rodzice i mój kuzyn, moja rodzina tak do mnie mówi i bardzo mi się to podoba.
Oficjalnie Kate dla słuchaczy, a dla rodziny czy polskich przyjaciół Kasia. Pozwolę sobie zaliczyć się do tej drugiej grupy. Powiedz, jak to było, kiedy podróżowałaś po Polsce i nagrywałaś film z cyklu „Travel like a lokal” , to Polacy zwracali się do Ciebie Kate czy Kasia?
Raczej Kasia, bo po co mam się przedstawiać jako Kate, kiedy jestem np. w polskiej restauracji u pani Grażyny. No i nazywała mnie po prostu Kasia.
Czujesz się w Polsce właśnie jak swoja, mimo że urodziłaś się i mieszkasz cały czas w Niemczech?
Jako dziecko czułam się zbyt Polska na Niemcy i zbyt niemiecka na Polskę, ale zawsze jak jestem w Polsce, to czuję się jak u siebie w domu. To jest kraj mojego serca.
Jak zareagowałaś na propozycję, że to właśnie Ty masz przedstawić niemieckim widzom Polskę?
Bardzo się ucieszyłam, że miałam możliwość pokazać moją Polskę, to było coś wspaniałego dla mnie, moi rodzice też się bardzo cieszyli.
Dobrze, że wspomniałaś o rodzicach, bo chciałbym do nich nawiązać, przechodząc niejako do historii. Do historii także twoich związków z Polską, bo one nie były zawsze tak otwarte. Urodziłaś się w Niemczech, ale z Polski do Niemiec przyjechali twoi rodzice. Opowiedz, skąd właściwie pochodzi twoja rodzina? Dlaczego oni tutaj trafili, kiedy?
Mój tata urodził się w Bytomiu, więc ma śląskie korzenie, mama w Katowicach. W latach 80. moja mama wyjechała do Niemiec jako pierwsza, a kiedy chciał wyjechać mój tata, w Polsce wprowadzono stan wojenny. Zamknęli granicę, przez długi czas mogli kontaktować się tylko za pomocą listów. On nie mógł wyjechać, a ona nie mogła wrócić.
Czy Twoi rodzice byli w Niemczech takimi Polakami, których określa się jako niewidzialną imigrację, to znaczy takimi, którzy starali się, żeby w żaden sposób się nie wyróżniać, żeby nie dać po sobie poznać w Niemczech, że są Polakami?
Kiedy byłam mała, to żyłam trochę w polskiej bańce. W domu mówiliśmy po polsku, było polskie jedzenie, polskie bajki na dobranoc o Bolku i Lolku czy Kulfonie, ale na zewnątrz i w szkole świat był niemiecki. Inne dzieci czasem przedrzeźniały moją wymowę.
Bardzo chciałam wtedy pasować do reszty. Zabraniałam mamie mówić do mnie po polsku, kiedy szłyśmy do szkoły, bo się bałam (teraz mi wstyd, jak o tym myślę).
Jako dziecko zaczęłam mówić po niemiecku perfekcyjnie, bo chciałam być lepsza od innych, żeby nikt nie mógł mnie oceniać. Myślę, że to się udało, bo teraz jestem moderatorką.
Kiedy dorosłam, wszystko się zmieniło, poczułam dumę. Zaczęłam każdemu opowiadać, że mam polskie korzenie. I pamiętam, jak kolega redakcyjny kilkanaście lat temu pstrzegł mnie, żebym nie przyznawała się do polskich korzeni, bo nigdy nie zrobię kariery w niemieckich mediach. I kiedy teraz o tym myślę, to chcę mi się śmiać, bo właśnie nakręciłam film o Polsce. Może ten kolega go zobaczy?
No właśnie, myślę, że w takiej rozgłośni jak COSMO zrobiłabyś karierę. Być może właśnie dlatego, że masz polskie korzenie tło migracyjne, ale chciałbym wrócić do tego momentu, kiedy jednak zaczęłaś jakoś oswajać się z tą swoją polskością. Jak to było?
Moja babcia dużo mówiła o Polsce, mój kuzyn mieszkał w Warszawie, a ja sobie pomyślałam, że moja polskość to prezent. To jest we mnie, to jestem ja. Na studiach zdecydowałam, że chcę studiować w Warszawie i byłam tam pół roku.
I uznałam, że to nie jest tylko w porządku, ale to jest wspaniałe, że nadal mówię po polsku, znam polską kuchnię, polskie bajeczki. Jestem dumna z tego, moi rówieśnicy z Niemiec tego nie mieli.

Jako dziecko czuła się zbyt niemiecka na Polskę i zbyt polska na Niemcy. Dzisiaj popularna dziennikarka radiowa Kate Menzyk nakręciła film, w którym podróżuje po Polsce i z dumą opowiada o swoim polskim pochodzeniu. Ale nie zawsze tak było, o czym opowiada w rozmowie z COSMO po polsku
A gdzie jest twoje miejsce teraz?
Tam, gdzie się dobrze czuję! W Polsce czuję się zawsze dobrze. Jak Polka.
Twój mąż jest Niemcem. Uczysz go polskiego?
No próbował, uczył się kilka razy w tygodniu, ale uznał, że nasz język jest za trudny. Potrafi za to kląć po polsku. Ja też klnę tylko w naszym języku.
Miejsca, które odwiedzasz w swoim filmie, tu duże i znane miasta jak Gdańsk, Kraków czy Warszawa, ale też małe miejsce jak Zalipie. Sama je wybierałaś?
Sama zdecydowałam, co pokażemy. Chciałam pokazać miejsca, w których wiele razy byłam i które znam, ale też takie, o których słyszałam, ale nigdy nie byłam np. Mazury.
A co zrobiło na Tobie największe wrażenie?
Może w Warszawie bar pani Grażyny, który wygląda jak u polskiej babci w domu. Ale wspaniała była też muzyka w Zakopanem czy Mazury, piękna pogoda, jeziora. No i uwielbiam polską kuchnię, flaki, rosół, żurek, pierogi i kopytka.
Dziękuję Ci za rozmowę.
zdjęcia Kate Menzyk: Foto: Sebastian Reimold / Hessischer Rundfunk


