bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Felieton listopad

Nazywamy listopad czasem zadumy. No i ma to sens, tym większy, że przecież trudno byłoby go na siłę nazywać miesiącem aktywności na świeżym powietrzu, lodów, celebrowania długich dni. No więc z oczywistych względów, które leżą gdzieś pomiędzy kalendarzową jesienią a ściśniętymi obok siebie w kalendarzu dniami zmarłych, zadusznym i niepodległości, sprzyja ten miesiąc tej zadumie.

Sprawdziłam sobie więc z ciekawości, licząc na to, że nie zostanę przez Internet wyprowadzona z błędu, i nie myliłam się — zaduma nie ma w definicji żadnej wzmianki o przeszłości. To rozmyślania, marzenia, pogrążanie się w myślach, kontemplacja, a nawet — uwaga — marzenia! My jednak dumamy chyba jednak w listopadzie głównie nad tym, co było.

Nie winię za to nikogo, a może słusznej byłoby powiedzieć — nie rzucę kamieniem, bo sama w tych tygodniach z masochistyczną lubością oddaję się słuchaniu ckliwych piosenek młodości mojej mamy, paleniu świec i zdecydowanie zbyt wielu papierosów, wpatrując się wnicość. Myślę sobie o tym, jak to było kiedy — i to od koloru do wyboru: żyła babcia, wypadł mi pierwszy ząb, wyprowadziłam się z domu, pierwszy raz jadłam pistacjowego rogala, skończyłam studia, wyleciałam pierwszy raz z roboty. Taplam się w tej przeszłości, bo mi w mniej wygodnie, bezpiecznie. Oswoiłam ją sobie, dopisałam sobie do większości przypadków — celowość, niewygodne fakty powciskałam w ciągi przyczynowo-skutkowe, dobre zbiegi okoliczności —przypisałam swoim, po prawdzie całkiem marnym, zdolnościom manifestacyjnym. Oddać się zadumie nad tym, co teraz? O nie! Jakież to na ogół stresujące!

Zakupy na niedzielę, lista suplementów na zimę, ogarnięcie prezentu na zbliżające się urodziny człowieka, która ma wszystko i o niczym nie marzy. Skomplikowany projekt w pracy, wciśnięcie wizyty u lekarza w przerwę obiadową, przydałoby się na jakiś kurs językowy zapisać, no i może więcej się ruszać. Z Kasią nie widziałam się wieki, Sara ma chyba rocznicę ślubu za dwa tygodnie, miałam zadzwonić do ciotki wujka mamy. A gdy już przebijam się przez lawinę myśli o tym, co (na) teraz, (na) już, w głowie pojawia się tylko jedna myśl: spać, odpocząć, nie myśleć.

Pochłonięci przez codzienność, oddajemy się przyjemności wspominania tego, co było. Ewentualnie marzymy o tym, co by było, gdyby. Gdyby Radek z III a nie zostawił nas dla Marysi. Gdyby tak jutro wygrać w lotka. A te tu i teraz małe życzenia? Wiemy, czego sobie życzyć na urodziny? Zdrowia, jasne. A poza tym? Kto z nas ma śmiałość przyznać na głos, że chciałby nauczyć się nowego języka, założyć galerię sztuki, wyjechać w podróż dookoła świata? Niewielu.

Marzenia do spełnienia jawią się nam jako kolejny dodatek do niekończącej się listy rzeczy do zrobienia. Trzeba by się za nie zabrać, coś w celu ich realizacji przedsięwziąć, może jakieś konto oszczędnościowe założyć, poświęcić zajęcia z jogi żeby w tym czasie może kurs rachunkowości zrobić. Za dużo roboty, marzenia nie do spełnienia. Lepiej nie zawracać sobie nimi głowy. Nie rozmyślać za dużo, nie mieć oczekiwań, nie tworzyć problemów sobie samemu.

Ocalić od zapomnienia. Pielęgnować pamięć. O tym też krzyczy dżdżysty listopad. Mam wrażenie, że tak skupiamy się na tym, co było i na tym, co będzie, że zupełnie zapominamy o tym, że tak naprawdę jesteśmy tylko tu i teraz. I fajnie pamiętać smak soku z agrestu babci Krysi, dobrze pamiętać, że w tym roku przypada druga rocznica jej śmierci. Ale może więcej pożytku przyniosłoby wstanie z kanapy i odkopanie trendującego przepisu na racuchy, posypanie ich obficie cukrem pudrem, zjedzenie ich w trakcie rozmowy z bliskimi. Stworzenie sobie takiego teraz, które nie ustępuje w niczym temu, nad czym tak uporczywie dumamy. Skupienie się na tym, co jest. Nie — było, nie — będzie. Nasze dziś to nic innego jak to stresujące wczoraj jutro, miłe i bezpieczne jutro wczoraj. Wyciskając cytrynę do herbaty z imbirem, z trudem powstrzymuję się przez wpisaniem tu zdania, by wyciskać życie jak żółtego cytrusa. Niech nam wszystkim to dumanie wyjdzie przede wszystkim przecież na zdrowie.

Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Toksyczne sekrety zamożnych domów (Cz. 2)

W poprzednim wydaniu „KONTAKTY Berlin” pisaliśmy o przerażającym mechanizmie tzw. limerencji – chemicznego otumanienia dorosłych nowym romansem, w którym rodzone dziecko zaczyna być traktowane jak logistyczna przeszkoda. Przytoczyliśmy drastyczne przypadki z Niemiec, gdzie zaślepienie nowym partnerem całkowicie wymazało instynkt macierzyński. Jako detektywi działający na osi Warszawa–Berlin (detektywdomanski.pl / detektivdomanski.de) musimy jednak podkreślić: ten syndrom nie zna granic państwowych, a najgorszy mrok potrafi kryć się za fasadą absolutnego luksusu i pozornego porządku.

Czytaj więcej

Czerwona papryka

Warzywo niby powszechnie znane i chyba wszyscy wiedzą, jak z niego czerpać pełnymi garściami. Tymczasem warto przyjrzeć się temu, co w czerwonej papryce się znajduje, bo okazuje się, że zyska na tym cały organizm. Sprawdźmy, dlaczego warto zjadać czerwoną paprykę, nie tylko w sezonie, ale przez cały rok.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - sierpień 2026