bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Felieton kwiecień

Kwalifikacyjna, negocjacyjna, wstępna, końcowa, telefoniczna, online, na żywo, w kawiarni, spontaniczna, niespodziewana, zorganizowana, długo wyczekiwana, przy kawie, przy winie, przy papierosie, z nieznajomym, z dobrą przyjaciółką, z rodziną, ze współpracownikiem, stresująca, męcząca, obiecująca, dobrze rokująca, rozczarowująca.

No, i jeszcze taka dwugodzinna, którą można było załatwić jednym mailem.

Rozmowa. Kiedy słyszę to słowo, wyobrażam sobie okrągły stół. Taki, przy którym nie da się nikogo posadzić na uprzywilejowanej pozycji i taki, który nie ma dwóch końców, a w zamian – centrum ma w samym środku. Kojarzy mi się z ciepłym światłem, kubkiem z herbatą, pewną przytulnością. Przede wszystkim jednak – z poczuciem bezpieczeństwa, ale i otwartością na jej uczestników – umiejętnością wyrażania się z szacunkiem wobec innych, zdolnością słuchania tego, co inni mają do powiedzenia. Inni, bo nie ja, ale i inni, bo przecież nie zawsze zgadzamy się we wszystkim. Cóż, czasem trzeba to po prostu przegadać.

Rozmowa. W rzeczywistości jednak kojarzy się ze stresem. Z czymś, do czego trzeba się przygotować, przed czym się ostrzega, co stosuje się jako groźbę: zostaniesz wezwany na rozmowę, musimy porozmawiać, jeszcze się z tobą ostatecznie nie rozmówiłam. Pocą się ręce, cisną krawaty, dla kurażu zamiast herbaty szybki drink. Światła najlepiej jak najmniej – szczególnie przy tych szczerych rozmowach – by nie było widać potu na czole, rumieńców na twarzy, stresowych plam nadekolcie. Coraz częściej widzę, jak rozmowy polegają głównie na próbie przekonania innych doswojej racji. Jakbyśmy chcieli innych przegadać.

Gadamy, paplamy, mielimy jęzorami bez końca. Od momentu pierwszych wypowiedzianych słów naśladujących mlaskanie aż do chwili wyrażenia ostatniej woli – wypowiadamy słowa, które w założeniu powinny ubierać nasze myśli w logiczne ciągi, odzwierciedlać to, co leży nam na sercu, nazywać to, co chodzi nam po głowie. Uczymy się magicznych słów, zasad savoir vivre, niektórzy zetknęli się z zasadami konwersacyjnymi Grice’ a. I co? Żeby nie powiedzieć brzydko: pstro.

Bo teoria to jedno i gdyby wystarczyła do zapewnienia sobie sukcesu w życiu, nie zastanawiałbym się za każdym razem odrobinę za długo, ile to 7×8, czym się gasi płonące sprzęty elektroniczne, ile merów od pojazdu należy ustawić trójkąt w razie wypadku i czy to soda czy proszek do pieczenia wymaga użycia kwaskowatej cytryny. To praktyka czyni mistrza. A my, mam wrażenie, w sztuce rozmowy praktykujemy głównie bylejakość. Super pogoda, niefajny dzień, jutro lekarz, skończył się chleb. Byle się jakoś dogadać.

Kiedy ostatni raz odbyliście rozmowę, w której poczuliście się wysłuchani, dostaliście przestrzeń, uwagę i czas, by przekazać dalej swoje myśli, powoli dobierając odpowiednie słowa. Nie spiesząc się, licząc na to, że zdążycie dokończyć zdanie zanim ktoś Wam przerwie, zastępując co drugi wyraz nic nie znaczącymi: ten, tego, no wiesz. Kiedy skupiliście się na tyle, by skorzystać z dostępnego Wam zasobu leksykalnego i opisać swoje emocje innymi przysłówkami niż: nie/ fajnie, nie/super, nie/spoko. Z drugiej strony – pamiętacie ostatnią rozmowę, w której w stu procentach zaangażowani byliście w słuchanie tego, co druga osoba ma Wam do powiedzenia? Nie scrollowaniem Facebooka, obcinaniem paznokci, prasowaniem, czy po prostu czekaniem na moment, by się wtrącić ze swoim zdaniem, ale słuchaniem po to, by dać tej drugiej osobie przestrzeń, uwagę i czas właśnie.

Wzmacniająca intymność, dająca poczucie bezpieczeństwa, poszerzająca horyzonty, budująca więzi, zbliżająca ludzi do siebie – taka powinna być rozmowa. Ma budować mosty, nawet jeśli niemożliwe jest porozumienie. Ma pomóc zrozumieć, nawet jeśli koniec końców cieżko się zgodzić. A najlepiej jeszcze, gdyby dało się w jej trakcie patrzeć innym w oczy, mówić do drugiego człowieka, mieć go na uwadze, nie rzucać słów w przestrzeń ani na wiatr. A po wszystkim – dobrze jeszcze móc bez wstydu spojrzeć na siebie w lustrze. Bo sztuka przepraszania – to dopiero jest wyzwanie.

Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Karkówka wieprzowa po królewsku

Jeśli ktoś myśli że królowie jadali tylko bażanty, combry z jelenia czy słowicze języki jak np. Neron to się myli. Polski król Władysław Jagiełło bardzo lubił pieczyste z dzika, więc my w myśl tradycji z braku dziczyzny posłużymy się wieprzowinką.
Różnice w przygotowaniu są „niewielkie”, na dworze królewskim ilości i wielkość potraw przygotowywanych przez kucharzy przechodzi nasze wyobrażenie, no i mięso dzika musiało trochę skruszeć, dłużej niż nasza wieprzowinka. Nam wystarczy doba w marynacie. Trzeba też zaznaczyć że dzisiejsze przyprawy i produkty różnią się znacząco od tych dawnych ale sam proces pieczenia i przygotowywania nie uległy wielkim zmianom. Zapraszam zatem na królewskie dania z mięsa „hodowlanego”.

Czytaj więcej

Magdalena Parys: Berlin mnie denerwuje, ale to moje miasto

Kocham Warszawę i kocham Gdańsk. Chciałabym zrozumieć Polskę lepiej, ale zawsze będę wracała do Berlina, bo to moje miasto – mówi Magdalena Parys w rozmowie z COSMO po polsku. W Polsce ukazała się najnowsza książka pisarki „Floren”, a w Niemczech niemieckie wydanie głośnego „Księcia”.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - maj 2026