bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Fabryki fikcyjnych obietnic. Detektyw Domański o czarnym rynku pracy

Jestem reprezentantem dwóch biur detektywistycznych, które na co dzień działają w Berlinie i w Warszawie (detektywdomanski.pl oraz detektivdomanski.de). W tym miesiącu na łamach „Kontaktów Berlin” chcę poruszyć temat aktualny w dzisiejszych czasach. Ruszył sezon na prace w gospodarstwach, na budowach oraz przy opiece nad starszymi osobami.

Zanim jednak przejdę do konkretów, muszę zaznaczyć jedną rzecz: to nie jest problem tylko i wyłącznie Niemiec. Daleki jestem od demonizowania niemieckiego rynku. Jako biuro prowadzimy transgraniczne śledztwa w całej Europie. Identyczne, dramatyczne sprawy regularnie rozwiązujemy dla naszych klientów w Holandii, Austrii, Belgii czy we Włoszech. Bezwzględni naciągacze działają wszędzie tam, gdzie jedzie się za chlebem. Niestety, dla oszustów okres wiosenno-letni to idealny moment na pozyskiwanie ofiar  na całym kontynencie.

Ludzie tracą przez nich gigantyczne pieniądze. Z naszych statystyk i analiz wynika, że na niewolniczej pracy na polach czy budowach człowiek traci w miesiąc od 3000 do 4500 euro. W opiece, gdzie kontrakty są dłuższe, pielęgniarki i opiekunki bywają okradane z pensji rzędu 9000 czy nawet 12 000 euro! Do tego dochodzą koszty skradzionego sprzętu, telefonów, dokumentów i leczenia psychicznej traumy.

Wyciągam z moich detektywistycznych akt trzy historie. Ku przestrodze.

Młody chłopak i bawarski obóz pracy

Młody chłopak, Marcin (imię zmienione), postanowił wyjechać do Niemiec do pracy sezonowej na budowie. Oferta marzenie: super warunki finansowe, idealne mieszkanie, cudowne rozmowy z pośrednikiem, nawet zapewniali darmowy transport do pracy.  Chłopak pojechał do miasta położonego w Bawarii.

Na miejscu przeżył głęboki szok. Zamiast luksusów dostał przydział do baraku – obskurnego kontenera, w którym już mieszkało czterech ludzi. Jedna toaleta na wszystkich. Współlokatorzy pochodzili z różnych zakątków świata, a jedyne, co ich łączyło, to bariera językowa i tragiczna sytuacja, w jakiej się znaleźli.

Następnego dnia rano o 4:30 zostali zapakowani do samochodu. Trafili – zamiast na budowę – do morderczych prac polowych. Palące słońce, brak wody, brak jedzenia, tylko ciągłe poganianie. Marcin doczekał końca dnia, czyli godziny 20:00. Przewieziono ich z powrotem do baraku. I tak było przez kolejne dni. Ktoś powie: mógł uciec, mógł zadzwonić. Niestety, organizacja, która go wchłonęła, już pierwszego dnia zadbała o to, aby chłopak nie miał komórki i nie wiedział, gdzie w ogóle się znajduje. Dokładnie tak działają współczesne obozy pracy – czy to w Niemczech, czy w holenderskich szklarniach, czy na włoskich plantacjach.

W tym przypadku jego dziewczyna natychmiast zainteresowała się nagłym brakiem kontaktu i sprawa trafiła do nas. Nie było łatwo odnaleźć go w tych rejonach, jednak w Polsce pozostały ślady: jakieś notatki na kartkach papieru, paragony, śmieci. Poskładaliśmy to w całość. Wiedzieliśmy już, że Marcin trafił do obozu pracy, a jego telefon po raz ostatni logował się w okolicach jednego z bawarskich miast.

Marcin w tych nieludzkich warunkach wytrzymał cztery tygodnie. Kiedy już był totalnie wyczerpany i wygłodzony, bandyci po prostu porzucili go przy drodze. Przypadkowy kierowca go zauważył i chłopak trafił do szpitala. Bez dokumentów, bez znajomości języka, bez grosza przy duszy. Miał ogromne szczęście – pielęgniarka, która tam pracowała, przypadkiem dowiedziała się, że go szukamy. Skontaktowała się z nami. Pojechaliśmy do szpitala, potwierdziliśmy, że pacjent to nasz Marcin i po kilku dniach hospitalizacji zabraliśmy go bezpiecznie do domu. Chłopak nie potrafił nawet powiedzieć, gdzie dokładnie był. Opowiedział tylko o nieludzkim traktowaniu jego i jego kompanów. Nie dostał za swoją pracę ani jednego centa, stracił telefon, ale na szczęście wrócił do domu.

Starsza pani, prestiżowe biuro i znikające spółki

Druga historia to czyste oszustwo biznesowe. Dotyczy opieki nad starszymi osobami i jest przestrogą dla tych, którzy szukają pracy przez agencje pośrednictwa. Do naszego biura zgłosiły się dwie kobiety, Polki. To były profesjonalistki, dyplomowane pracownice służby zdrowia, więc doświadczenia i empatii w opiece im nie brakowało.

Dały się złapać na świetnie przygotowaną mistyfikację. Zostały zrekrutowane przez starszą kobietę, Polkę, która wzbudzała ogromne zaufanie. Wyglądała jak ciepła, starsza pani, o nienagannych manierach, która doskonale potrafiła uśpić czujność kandydatek. Ta kobieta była twarzą agencji, którą w Warszawie prowadziły z tylnego fotela dwie kobiety pochodzące z Ukrainy. Biuro miały na prestiżowej ulicy, wszystko wyglądało luksusowo i w pełni legalnie. Obiecywano super warunki.

Nasze polskie pielęgniarki pojechały do Niemiec i wykonywały swoją pracę z najwyższą starannością i sercem, jak na profesjonalistki przystało. Niestety, po trzech miesiącach i całkowitym braku wypłaty, kiedy zaczęły domagać się swoich pieniędzy, firma nagle zniknęła.

Ustaliliśmy kim są właścicielki. Okazało się, że to seryjne oszustki. Już wielokrotnie naciągnęły ludzi i notorycznie zamykają spółki z o.o., i rejestrują nowe pod zmienionymi nazwami. Schemat jest prosty: pobierają ogromne opłaty i zaliczki od zagranicznych rodzin (ten sam mechanizm poza Niemcami wykrywamy też często w Austrii i we Włoszech), po czym nie rozliczają się z pracownikami i znikają. Te zatrudnione pielęgniarki zostały bez grosza za trzy miesiące ciężkiej, rzetelnej pracy. Ich strata to ponad 9000 euro na osobę.

Jak odczłowiecza się opiekunów

Żeby dokładnie zrozumieć, jak bezwzględna potrafi być ta ciemna strona rynku, postanowiłem osobiście zweryfikować inną agencję działającą w podobny sposób. Zadzwoniłem tam i przedstawiłem się jako nowy kandydat do pracy. Powiedziałem, że jestem byłym pracownikiem karetki, sanitariuszem, ale kompletnie nie znam języka i nie mam doświadczenia w opiece nad seniorami. Rozmowa była przygotowana przez nich bardzo profesjonalnie, dopóki nie zacząłem pytać o szczegóły.

W rozmowie padło pytanie, jak sobie radzę z językiem. Odpowiedziałem, że słabo.

A, to nie szkodzi, niech pan się nie przejmuje, „mus ja” i to wystarczy – usłyszałem od osoby rekrutującej. 

Pytam dalej:

A co z doświadczeniem w opiece?

Da pan sobie radę, nie musi pan rozmawiać z tymi osobami. Najważniejsze: ma pan 110 euro za każdy dzień na jedzenie, może pan jeść co chce i niech pan się zamyka w pokoju, żeby nikt pana nie nachodził.

Zacząłem dopytywać:

Czy w tej kwocie nie powinienem kupować jedzenia dla tej starszej osoby?

Odpowiedź mnie zszokowała:

Stary nie musi jeść, z głodu nie umrze i tutaj śmiech ze strony rozmówczyni. 

Dostałem też kolejną podpowiedź od tej pani:

Jak się zamkniesz w pokoju, a staruch będzie prosił o pomoc, to nie wychodź. Olewaj go, bo ci na głowę wejdzie.

Pytam więc prosto z mostu:

Czy to jest w porządku? Może ten człowiek naprawdę potrzebuje pomocy?

Usłyszałem krótko:

Da sobie radę. 

To jest przerażające. Z jednej strony mamy takie firmy, które oszukują ludzi chcących uczciwie zarobić. Z drugiej strony rodziny szukające opieki nie mają zielonego pojęcia, jak wygląda rekrutacja i kogo te biura im przysyłają. Najgorsze w tym wszystkim jest całkowite pominięcie czynnika empatii wobec starszej, schorowanej osoby. Zleceniodawcy płacą za to ciężkie pieniądze, a te pseudo-agencje dają opiekunom wytyczne, żeby traktować człowieka jak przedmiot. Każdy ma się odczłowieczyć. Warto się głęboko zastanowić, do kogo się jedzie i komu powierza się opiekę nad ojcem, matką czy dziadkami. 

Jak nie dać się wykorzystać ?

Niezależnie od tego, czy planujesz wyjazd do Niemiec, Holandii, Austrii czy Włoch, czerwona lampka musi Wam się zapalić zawsze, kiedy:

  • Oferta jest zbyt piękna – super kasa za nic, brak wymagań językowych i darmowe luksusy.
  • Pośrednik unika pokazania oficjalnych dokumentów, unika rozmowy wideo i chce tylko szybko wysłać Was w trasę.
  • Nie możecie znaleźć numeru certyfikatu KRAZ (w Polsce) lub wpisów do oficjalnych unijnych rejestrów handlowych.
  • Proces rekrutacji opiera się na graniu na emocjach i budowaniu fałszywego poczucia bezpieczeństwa przez podstawione osoby.

Zanim wsiądziesz do busa, zanim podpiszesz umowę na opiekę nad swoim rodzicem – sprawdź, z kim masz do czynienia. Zajrzyj na nasze strony detektywdomanski.pl lub detektivdomanski.de napisz,  email lub zadzwoń – z przyjemnością porozmawiamy o twoje sytuacji. Nasze biura w Warszawie i Berlinie codziennie robią taki transgraniczny wywiad gospodarczy na terenie całej Europy. Sprawdzenie wiarygodności firmy trwa chwilę i kosztuje niewiele, a może uratować Wasze oszczędności, zdrowie, a czasem nawet życie.


Detektyw Domanski PL  Sp. Z o.o. 

ul. Juliana Bartoszewicza 1C, 49 00-337 Warszawa 

e-mail: detektywdomanski@gmail.com

www.detektywdomanski.pl 

Tel. +48  517 148 794 

DETEKTEI-DOMANSKA

Kollwitzstraße 76, 10435 Berlin

Tel: +49 157 997 4396

detektivdomanski@yahoo.de

www.detektivdomanski.de

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

Maj zachwyca! Oszałamia nas zapach kwitnących drzew. Kuszą coraz dłuższe wieczory, które aż proszą się o spotkania. Dla Polonii to także czas szczególny: między Świętem Pracy a codziennością budowaną na styku dwóch kultur pojawia się przestrzeń na refleksję, inspirację i wspólne przeżywanie miasta.

Czytaj więcej

Sportowi idole oczami dzieci

Kiedy z Camp Nou, po ostatnim meczu rozegranym w barwach Barcelony schodził Robert Lewandowski,nie bez wzruszenia pomyślałem, że tak rodzą się legendy, które wspomina się przez lata. Skąd jednak brać następców Lewego? Często narzekamy, że młodzież już nie ta, że kiedyś było lepiej. Ale! Przecież to od nas, dorosłych, zależy czy dzieci zainteresują się sportem. Historie naszych dziecięcych Czytelników, biorących udział w konkursie Mój sportowy superbohater – autorytet, który mnie inspiruje, dają nadzieję, że jeszcze będzie pięknie, bo pasją do ruchu może zarażać zarówno Yamal, jak wujek Paweł. Zapraszam do przeczytania fragmentów nagrodzonych prac.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - czerwiec 2026