Anna Burek: Zacznijmy od początku – kim jest Christof Lootze i czym zajmuje się w projekcie?
Christof Lootze: Jestem koordynatorem projektu „Między Berlinem a Warszawą – 35 lat sąsiedztwa”. Od niedawna pracuję w Niemieckim Instytucie Spraw Polskich i ogromnie się cieszę, że mogę pomagać w kształtowaniu tej inicjatywy. Wcześniej zbierałem doświadczenie w innych organizacjach i projektach kulturalnych – w 2024 roku współorganizowałem chociażby obchody związane z 35. rocznicą zburzenia Muru Berlińskiego.
Anna Burek: Urodził się Pan w Polsce, wychował w Niemczech, płynnie mówi w obu językach – jak wspomina Pan dzieciństwo na styku dwóch krajów?
Christof Lootze: Urodziłem się w Poznaniu, jednak w wieku 5 lat przeprowadziliśmy się z rodziną do Berlina. Bardzo się cieszę, że po przyjeździe tutaj nadal miałem możliwość rozmawiania z mamą i tatą po polsku. Przez pierwsze lata był to mój jedyny język domowy. Jednak z czasem niemiecki okazał się językiem codzienności, stał mi się niezwykle bliski. Jako dziecko często tłumaczyłem sobie różne rzeczy z niemieckiego na polski, a nie odwrotnie, albo wymyślałem własne polsko-niemieckie zwroty. Z czasem niemiecki stał się moim językiem „uczuciowym”, w którym łatwiej wyrażałem emocje. Cieszę się jednak, że mogłem uczyć się polskiego dalej, mimo że nie chodziłem na żadne dodatkowe lekcje ani do polskiej szkoły czy przedszkola. Utrzymanie języka zawdzięczam chyba swojemu uporowi, kontaktom z Polakami w Berlinie i oczywiście częstym podróżom do rodzinnego Poznania. Te wyjazdy do Polski, ale też wizyty przyjaciół i znajomych z Polski w Berlinie, naturalnie zachęcały mnie też do wspierania wymiany kulturowej, nie tylko językowej. Chciałem pokazywać Berlin tak, by szukać tego, co nas łączy, a nie różni. Jednocześnie zależało mi na tym, by uwypuklać specyfikę obu tych miast bez popadania w stereotypizację.
Anna Burek: Dziś spotykamy się z okazji świętowania 35-lecia podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Co ten dokument oznacza dla Pana prywatnie, jako osoby dwukulturowej? Czy widzi Pan jego wartość w codziennym życiu?
Christof Lootze: Największą wartością tego traktatu jest to, co dzieje się na poziomie czysto ludzkim – budowanie relacji ponad wszelkimi zgrzytami i sporami politycznymi. W moim doświadczeniu, we wszystkich wymianach, w których brałem udział – czy to były wspólne odwiedziny, nauka języka, czy zwykłe podróże – nie widzę uprzedzeń. Cieszę się, że ten jubileusz daje okazję, by przypomnieć sobie, że przyjaźń i bliskie sąsiedztwo zobowiązują do wzajemnego zainteresowania. Nie powinniśmy patrzeć tylko na to, gdzie stoją granice, ale zastanawiać się, jak poza nimi współpracować i kształtować te więzi – zarówno w lepszych, jak i trudniejszych momentach.
Anna Burek: Polska przeżywa obecnie w Niemczech swój „prime time”. Oczy Berlina zwracają się w stronę tego, co Polacy mają do zaoferowania – wychodzimy ze stereotypu lat 80., kiedy Polak kojarzył się głównie z tanią siłą roboczą i zaczynamy być cool miejscem na weekendowy wypad. Jak według Pana rozwijała się ta nasza polsko-niemiecka relacja?
Christof Lootze: Tak, przez ostatnie kilkanaście lat te relacje mocno się wyrównały. Spotykamy się dziś na równym poziomie. W wielu dziedzinach doświadczam ogromnego docenienia Polaków jako partnerów, którzy wnoszą świeże spojrzenie, pomysły na rozwój i gotowość do realizacji wspólnych projektów. Zaczynamy inspirować Niemców. Widać to w codzienności i rodzącym się szacunku. Kiedyś samochody na polskich rejestracjach na niemieckich parkingach oznaczały głównie robotników sezonowych. Dziś te same samochody stoją pod parkami rozrywki, instytucjami kultury czy centrami wydarzeń – Polacy są po prostu pełnoprawnymi uczestnikami i konsumentami berlińskiego życia. Podobnie z Niemcami w Polsce – to już nie tyko wypady po tanie zakupy spożywcze czy w odwiedziny do rodziny. Polska stała się atrakcyjnym celem turystycznym, gospodarczym czy kulinarnym.
Anna Burek: W jaki sposób zrodził się pomysł na tegoroczny letni projekt? Bardzo głośno było o obchodach 30-lecia, teraz mamy kolejną okrągłą rocznicę. Na co postawiliście Państwo, konstruując program?
Christof Lootze: Pomysł, by pokazać bogactwo i różnorodność działań na rzecz relacji polsko-niemieckich w obszarze kultury i społeczeństwa obywatelskiego – zwłaszcza w czasie, gdy relacje polityczne między Polską a Niemcami nie zawsze układają się pomyślnie – narodził się podczas rozmów z przedstawicielami organizacji społecznych oraz urzędów miast Warszawy i Berlina. Szybko okazało się, że rok 2026 to nie tylko jubileusz partnerstwa miast i Traktatu o dobrym sąsiedztwie, lecz także wiele innych ważnych rocznic, takich jak 20-lecie Partnerstwa Odry czy 10-lecie Pociągu do Kultury. Okrągłe jubileusze swojej działalności obchodzą również liczne instytucje, m.in. Instytut Polski w Berlinie, Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży oraz Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Wspólnie z organizacjami od lat zaangażowanymi w rozwój relacji polsko-niemieckich rozpoczęliśmy zatem pracę nad programem wydarzeń i inicjatyw związanych z tymi rocznicami. Podobnie jak w przypadku rocznic upadku Muru Berlińskiego, które hucznie świętuje się co pięć lat, uznaliśmy, że ten moment wymaga wyjątkowej oprawy i wyjścia do szerokiej publiczności. Efektem tej współpracy jest program jubileuszowy, który z radością prezentujemy publiczności w tym roku.
Anna Burek: Ma Pan ogromne doświadczenie w zarządzaniu dużymi wydarzeniami plenerowymi. Jakie były największe wyzwania logistyczne i komunikacyjne przy tym projekcie?
Christof Lootze: W eventach największym wyzwaniem jest zawsze bycie przygotowanym na to, co niezaplanowane. Trzeba umieć improwizować i szybko reagować. W przypadku tego jubileuszu olbrzymim wyzwaniem było też stworzenie wspólnego motywu wizualnego – hasła i identyfikacji, która byłaby natychmiast rozpoznawalna w przestrzeni publicznej. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na to, aby w przestrzeni Berlina, obok niemieckiego czy angielskiego, pojawił się pełnoprawnie język polski. Nasze oficjalne motto brzmi: „Näher als du denkst. Bliżej niż myślisz”. Niemcy próbują je sobie na ulicach na głos powtarzać, łamiąc język, a Polacy od razu je rozpoznają. Zdecydowaliśmy się też na adres strony internetowej zapisany jako berlinwarszawa.eu – z polską pisownią „Warszawa”, a nie niemiecką „Warschau”. Chcieliśmy w ten sposób symbolicznie podkreślić symetrię tej naszej relacji.
Anna Burek: Skoro mowa o identyfikacji – plakat promujący wydarzenie jest rewelacyjny! Wyluzowana warszawska syrenka oparta frywolnie o berlińskiego, nieco ospałego niedźwiedzia. Jak wyglądały kulisy powstawania tego projektu?
Christof Lootze: Znalezienie idealnego symbolu było trudne. Nie chcieliśmy ograniczać się do sztywnych ram. Ręka Syrenki wzniesiona z mieczem mogła być na początku błędnie zinterpretowana jako symbol walki czy agresji. Pamiętam, że na etapie projektowania pojawiały się głosy ostrożności – a to, że Syrenka nie jest typowo szczupła, a to, że ma odsłonięty biust. Bardzo się cieszę, że te dyskusje się odbyły! To pokazało, że ten projekt budzi autentyczne emocje, że nie jest ludziom obojętny. Feedback po pierwszej fazie kampanii jest niesamowicie pozytywny. Ludzie piszą do nas z prośbą o udostępnienie plakatów w mniejszym formacie, bo chcą je oprawić i dać znajomym w prezencie urodzinowym. Autorem tej identyfikacji jest Studio Lekko, które ma siedzibę w Berlinie, ale działa też w Warszawie. To fantastyczny zespół, który doskonale rozumie specyfikę obu miast.
Anna Burek: Program wydarzeń również doskonale uwypukla Państwa dbałość o zachowanie równowagi: z jednej strony mamy Chopina – postać pomnikową, z której w Polsce się nie żartuje, z drugiej strony program pięknie i bardzo nowocześnie eksponuje rolę kobiet, ich obecność i siłę. To zamierzony zabieg?
Christof Lootze: Większość instytucji i organizacji, z którymi współpracujemy przy tym projekcie, jest zarządzana przez kobiety. To one przyniosły ze sobą te pomysły i naturalną wrażliwość na tematy, które dzisiaj poruszają społeczeństwo. Dzięki temu program nie jest tradycyjną, skostniałą prezentacją, ale odzwierciedla realną, współczesną różnorodność Warszawy i Berlina. Dodatkowej dynamiki dodaje mu fakt, że działa on trochę jak żywy organizm, jak instagramowy feed, bo ciągle dodajemy nowe inicjatywy. Chcemy być platformą promocyjną dla mniejszych, polsko-niemieckich stowarzyszeń, więc na pewno warto obserwować go na bieżąco.
Jeśli chodzi o moje osobiste zestawienie „must-have”, to na pierwszym miejscu wymienię Pociąg do Kultury (Kulturzug) na trasie Berlin–Poznań–Warszawa. Pod koniec września ruszy on w trasę i zaoferuje pasażerom bogaty program: od spotkań autorskich i koncertów, po warsztaty poświęcone kulturze pamięci. To szansa, by wsiąść, poznać ludzi z drugiego kraju i zobaczyć, jak to sąsiedztwo wygląda naprawdę, bez medialnych filtrów. Projekt nawiązuje do popularnego połączenia Berlin–Wrocław, a w zeszłym roku testowaliśmy go pilotażowo na trasie do Warszawy.
Moim drugim, osobistym faworytem są plenerowe Koncerty Szopenowskie w Berlinie. Sam nigdy nie miałem okazji być na nich w Warszawie, więc cieszę się, że usłyszę je tutaj. Szukaliśmy dla nich wyjątkowych, zielonych oaz w Berlinie. Jeden z koncertów odbędzie się 16 sierpnia przy przepięknym Eierhäuschen nad Szprewą, na obrzeżach parku Plänterwald. Kolejnego koncertu będzie można wysłuchać 30 sierpnia w urokliwym ogrodzie różanym w parku Bürgerpark Pankow, gdzie udostępniono nam muzyczny pawilon. No i wisienka na torcie – koncert otwarcia na Wyspie Muzealnej – 12 sierpnia, tuż obok wejścia do Starej Galerii Narodowej. To będzie absolutne „wow”, zwłaszcza że nasze biuro mieści się tuż obok, na Hackescher Markt.
Anna Burek: Organizacja koncertów w takich historycznych miejscach w Berlinie musiała wymagać tytanicznej pracy urzędniczej. Jak berlińska administracja reagowała na Wasze pomysły?
Christof Lootze: Biurokracja i przepisy w Berlinie bywają trudne. To tysiące formularzy, pozwoleń, restrykcji dotyczących ochrony zabytków i hałasu. Niektóre instytucje na początku podchodziły do nas z dystansem. Przełomem okazały się osobiste spotkania. Kiedy usiedliśmy z urzędnikami do rozmów i zaraziliśmy ich naszą pasją, lody pękły. Zainteresowanie przestrzeni miejskich było tak duże, że w niektórych terminach z powodów budżetowych musieliśmy wręcz odmawiać współpracy. Dla Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich, który na co dzień stacjonuje w Darmstadt, taki rozproszony mini-festiwal w stolicy to zupełnie nowe, ale bardzo satysfakcjonujące doświadczenie.
Anna Burek: W jaki program projektu buduje most między traktatem sprzed 35 lat a współczesnymi potrzebami młodych mieszkańców obu miast?
Christof Lootze: Przede wszystkim nie robimy imprezy ekskluzywnej, na którą bilety trzeba kupować z półrocznym wyprzedzeniem i zastanawiać się w co się ubrać. Wychodzimy z centrum do różnych dzielnic, a wstęp na wydarzenia jest darmowy. Eliminujemy barierę ekonomiczną. Chcemy, żeby kultura była pretekstem do dialogu. Na takich wydarzeniach ludzie nie pytają się nawzajem o poglądy polityczne czy status społeczny. Łączy ich wspólne przeżywanie czasu wolnego. Sztuka zachęca do spojrzenia na pewne sprawy z perspektywy sąsiada.
Anna Burek: Wspomniał Pan, że projekt oficjalnie wspiera Warszawa i prezydent Rafał Trzaskowski. Jak wygląda zaangażowanie strony polskiej?
Christof Lootze: Strona polska bardzo mocno angażuje się w program na pokładzie Pociągu do Kultury oraz patronuje wybranym wydarzeniom, jak choćby letnie kino plenerowe. 20 sierpnia w Ogrodach Świata odbędzie się plenerowy pokaz filmu niemego „Ludzie bez jutra“ Aleksandra Hertza, a 26 sierpnia w Holzmarkt nad Szprewą pokażemy “Bestię” z legendarną Polą Negri w roli główniej. Pokazom zawsze towarzyszyć będzie muzyka na żywo.
Nie da się ukryć, że w sferze publicznej w Polsce wciąż istnieją pewne obawy polityczne przed zbytnią otwartością na Niemcy. Czasami pojawiają się głosy o braku symetrii w realizacji traktatu, co wywołuje ostrożność po stronie niektórych polskich samorządów. Jednak w momencie, gdy dochodzi do realnego, osobistego kontaktu między ludźmi, te polityczne uprzedzenia i anonimowa rywalizacja natychmiast znikają. Zastępuje je zwykła kultura osobista i ciekawość drugiego człowieka.
Anna Burek: Z czym zatem mamy zostać, kiedy zgasną festiwalowe światła i zakończą się letnie koncerty? Jaki jest długofalowy cel projektu?
Christof Lootze: Szczególnie teraz, w czasach napięć politycznych, które obciążają stosunki międzypaństwowe, ten projekt ma być silnym znakiem spójności i żywego sąsiedztwa. Chcemy pokazać, że oddolne inicjatywy obywatelskie nie zanikają – wręcz przeciwnie, rozwijają się. Nie możemy zamykać oczu na trudne tematy, musimy nad nimi pracować i szukać płaszczyzny porozumienia, ale nie wolno nam zapominać, jak ogromny wysiłek w partnerskie relacje wkłada społeczeństwo obywatelskie. Ten projekt jest od ludzi dla ludzi.
Anna Burek: Czego Pan osobiście życzy relacjom polsko-niemieckim na kolejne 35 lat? Gdzie chciałby Pan, abyśmy jako sąsiedzi znaleźli się w 2061 roku?
Christof Lootze: Chciałbym, aby te kolejne dekady były zdominowane przez dobre wspomnienia. Z sąsiedztwem jest jak z małżeństwem – bywają w nim różne fazy, lepsze i gorsze kryzysy. Życzę nam wszystkim, abyśmy za 35 lat, patrząc wstecz, pamiętali przede wszystkim te chwile, które dały nam siłę i pozwoliły przetrwać trudne momenty. Żeby na wspomnienie któregoś z zaplanowanych przez nas w ramach projektu letnich wieczorów, rozmowy czy spotkania w pociągu, robiło nam się po prostu ciepło wokół serca.

