COSMO po polsku: Założyłeś ostatnio własne państwo, a nawet zostałeś jego dożywotnim prezydentem! Co to jest za państwo?
Steffen Möller: Witam łaskawie w moim państwie, które jest połączeniem Polski i Niemiec. Polska plus Deutschland równa się Polschland albo Polszland. Idea tego państwa polega na tym, żeby wziąć z obu krajów same najlepsze rzeczy,
Chleb np?
Z tym jest akurat problem. Chciałbym wziąć do mojego państwa tylko takie rzeczy, których w drugim kraju nie ma. A dobry chleb jest w Wuppertalu, z którego pochodzę, ale w Polsce też jest. Na początku w to nie wierzyłem, ale w końcu znalazłem dobry chleb, na przykład w pociągu do Warszawy w wagonie restauracyjnym dają doskonały chleb żytni.
Natomiast to, czego nie ma w Niemczech, to abstrakcyjne oznaczenia toalet: trójkąt dla mężczyzn i kółko dla kobiet. W Niemczech mamy piktogramy. Kobiety można rozpoznać po krótkiej spódnicy. To już niemodne.
Inna rzecz z Polski: Moi widzowie chcą wziąć do Polszlandu pierogi. Jasne, one są zawsze na pierwszym miejscu, ale tu już wchodzę w polemikę, bo twierdzę, że w Niemczech mamy coś podobnego, coś, co się nazywa Maultaschen, ale moja polska publiczność się wtedy buntuje i mówi, że to nie jest to samo.
Kolejny punkt: niemiecka strona proponuje na przykład ogródki działkowe, bo to jest bardzo ważna rzecz w Niemczech, której np. nie ma w Grecji, we Włoszech, w Hiszpanii. Ale w Polsce są i dlatego też trzeba ich importować do Polszlandu.

Ktoś z niemieckiej publiczności zgłosił w Monachium FKK, czyli popularne w Niemczech plaże nudystów. Ale znowu były protesty ze strony polskiej, że są przecież Chałupy. Ale podobno tam już nie ma plaży nudis nudystów. Nie wiem dokładnie.
Steffen, czy zastanawiałeś się nad tym, jaki język będzie królował w Twoim państwie?
Polsch, czyli polski plus Deutsch. Na początku, przez pierwsze powiedzmy 500 lat, musimy iść równolegle w dwóch językach, ale zmierzamy do połączenia najlepszych słów. Proponuję na początek słownictwo podstawowe, czyli słowa, które są proste, tak, żeby każdy szybko zrozumiał. Np. z polskiego bierzemy: eee, o, czy kluczowe słowo „no”. Z niemieckiego bierzemy „bua” i „hee”? Same najważniejsze emocje!
Ale ideą Polszlandu, z tego, co rozumiem, jest współtworzenie. Zapraszasz publiczność, Polaków i Niemców, do tworzenia tego kraju, tak?
Przede wszystkim chodzi mi o stworzeniu pewnej utopii, tak, żeby ludzie, którzy mieszkają między dwoma krajami, tak jak ja, żeby wreszcie nie czuli się „pomiędzy”, tylko „w samym środku”, żeby mieli wrażenie, że: „O, to jest moja nowa ojczyzna”. Owszem, jestem Niemcem, ty jesteś Polką, dalej nimi będziemy, ale im starszy jestem, tym bardziej nudzi mnie moja stara tożsamość. I bardziej twórczo chce zbudować swoje własne państwo, swoje własne rzeczy, żeby już nie gdzieś być tylko lokatorem.
A nie obawiałeś się, zakładając nowe państwo, że zderzenie między niemieckim porządkiem a polskim”jakoś to będzie” może być za mocne?
To akurat polemizowałbym, bo to jest troszeczkę przestarzałe, co mówiłeś. Zapraszam do Deutsche Bahn, można się przekonać na tym przykładzie, co dzisiaj oznacza deutsche Ordnung. PKP na przykład pod tym względem jest bardziej porządny, aczkolwiek tu proponuję jeszcze inną rzecz.
Bo zapowiedzi w PKP też są śmieszne. Kiedy konduktor zapowiada, że zbliżamy się do stacji Poznań, mówi, że można się przesiąść w kierunku do Łodzi, Krakowa, Warszawy, Gdańska itp. Wymienia wszystkie miasta, ale nie podaje godziny. Natomiast w niemieckich pociągach mamy dziesięciominutowy monolog konduktora, który jeszcze raz powtarza wszystko po angielsku.
I to i to mi się nie podoba. Tu wybrałbym opcję angielską. Krótko i na temat. To oznacza, że potrzebujemy jeszcze wpływów z innych państw, zmierzamy w kierunku Europy, potrzebujemy najlepszych rzeczy ze wszystkich państw.

Ale mamy jednak po jednej stronie niemieckie planowanie, po drugiej stronie polską improwizację i kombinowanie. Co bierzemy do Polszlandu?
Planowanie nadal jest arcyniemieckie, ale już nie Ordnung, bo to nie to samo. Przykład? Wczoraj dostałem propozycję występu pod koniec 2027 roku. W Niemczech. Przedwczoraj z kolei przyszedł mejl z Polski: „Stefan, za trzy dni możesz w Kołobrzegu”? Także to jest nadal wielka różnica i tu można polemizować, co jest lepsze.
Wyobrażam sobie, że Twoje państwo w czerwcu może mieć poważne problemy. Będziemy mieli Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Jakoś trzeba się będzie określić. Wybrać reprezentację. No i trzeba się zastanowić nad tym, jaki hymn odśpiewają piłkarze z Polszlandu.
I to i to mam już rozwiązane. Pewien Polak zaproponował kilka dni temu na występie, że do reprezentacji Polszlandu bierzemy Lewandowskiego i samych Niemców.
A jeśli chodzi o hymn, to mam już własny. Zleciłem go Hansowi Zimmerowi, który napisał muzykę, a tekst napisałem sam, po polsku i po niemiecku. Zawsze go śpiewamy, na każdym występie. Ludzie mają łzy w oczach. W tym momencie czują, że to wszystko nabiera kształtu.
Steffen, Twój kalendarz jest wypełniony do granic możliwości. Występujesz w każdej niemieckiej metropolii, ale i w małych miejscowościach. Jak Twój program odbierany jest w Niemczech?
Dobrze jest odbierany, ale od razu dodam, że przez Polaków i Niemców. Działam przecież w określonej niszy. W Niemczech mamy około 3,5 miliona Polaków albo ludzi pochodzących z Polski. Oni wszyscy mają niemieckich sąsiadów, mężów, przyjaciół, kolegów z pracy. Przychodzą więc Niemcy, którzy mnie nie znają, ale zostali zaproszeni przez Polaków i powoli, powoli budujemy nasze podziemne państwo.

Niemieccy mężowie polskich kobiet?
O tak, to zawsze duża grupa. A po występach zawsze robię doradztwo. Byłem w końcu terapeutą polsko-niemieckich par i mogę Wam zdradzić, jakie są najgłębsze problemy między Polkami a niemieckimi mężami.
Kiedyś myślałam, że będą to problemy typu wojna, historia, język, religia. Okazało się, że żadna para nie rozstała się z tych powodów. Największe problemy pojawiają się przy temacie jedzenia. Zaczyna się od obiadu. Niemiec chce jeść o dwunastej, najpóźniej o trzynastej, o wpół do drugiej to już jest dziwne. Natomiast w Polsce obiad je się od 14.00 do 18.00.
Kolejny problem jest z tym, co jemy. Na pozór mamy bardzo podobną kuchnię, czyli kartofle, kapustę, kotlet, ale niemiecka strona skarży się, że nie ma sosu do ziemniaków, bo Niemcy są krainą sosów. A w Polsce sos niekoniecznie podawany jest do ziemniaków. Z kolei Polska to kraina zup, grzybowa, żurek, ogórkowa, barszcz i tak dalej.
I właśnie tutaj dochodzi do spięć i tu musiałam już wiele razy interweniować!
Czy przez to, że jeździsz często między Niemcami a Polską, wciąż jesteś Betweenerem? Będąc jednak najbardziej rozpoznawalny w Polsce, czujesz powoli, że tam jesteś w domu? Czy też jest to pytanie, którego nie chcesz słyszeć, bo nie chcesz się w ten sposób definiować?
Często słyszę to pytanie, ale z wiekiem coraz trudniej mi jest na nie odpowiedzieć. Najbardziej u siebie czuję się w pociągu między Berlinem i Warszawą, czyli w słynnym Berlin Warszawa Express. Siedzę często w WARSIE. Ludzie już mnie rozpoznają. Ja też znam wielu ludzi. Nawiązało się tam bardzo dużo fajnych znajomości. Tam są tacy ludzie jak ja, którzy troszeczkę wyemancypowali się ze swoich starych ojczyzn.
Tomasz Kycia: Widzisz, bo ja mam z tym pewien problem. Im starszy jestem, coraz bardziej zaczynam doceniać to, że jestem od urodzenia Betweenerem. Jestem Ślązakiem, ciągle gdzieś na granicy kultur, na granicy języków, bo po śląsku godomy. Jako Polak czy też Ślązak w Niemczech ciągle szukam swojego miejsca.
Jesteś idealnym członkiem mojego nowego państwa.
Ale musisz mi powiedzieć, co miałbym tam robić
Proponuję Ci ministerstwo sportu.
Jak tylko zrzucę brzuszek, to mogę się tym zająć.
Spokojnie, możesz siedzieć za biurkiem. Adam Małysz ostatnio skarżył się, że już w ogóle nie jeździ w teren. Także ja rozdzielam ministerstwa na lewo i prawo.
Tym bardziej podoba mi się to, co powiedziałeś, że to państwo będzie się rozwijać przez 500 lat. Wchodzę w to.
Monika Sędzierska: Jak Steffen Möller zachowuje się, kiedy jest po jednej stronie Odry, a jak po drugiej? Czy jest tym samym Steffenem?
Już przechodząc na inny język, inaczej się zachowuję. Uważam, że mówiąc w innym języku niż własny, mówimy troszeczkę wyżej. Bo się bardziej staramy, bardziej się wysilamy. Musimy się skupić. Kiedy mówię po polsku jestem bardziej ekstrawertyczny.
Polski jest moim konikiem. Kiedy mówię w tym języku, od razu mam przyspieszony puls.
Towarzyszymy Ci podczas występów już od ponad 20 lat i ciągle nas śmieszysz. Jak to jest możliwe?
Ktoś mi powiedział ostatnio: Steffen, wiesz co, tyle razy opowiadasz to samo. Pierwsze pokolenie, któremu to mówiłeś, już zdążyło umrzeć.
Ale najbardziej obecnie moją publiczność interesują rzeczy z życia wzięte, typu Żabka, Edeka. Ktoś zaproponował, żeby wziąć do Polszlandu hot-dogi z polskiej stacji benzynowej. Za to z Niemiec bierzemy frytki z Currywurst, bo tego nie ma w Polsce. Dziwne, bo wszyscy Polacy to lubią, a jeszcze nikt nie zrobił na tym interesu.
Steffen Möller, od niedawna prezydent Polszlandu, był gościem COSMO po polsku. Dziękujemy Ci bardzo za odwiedziny w naszym studiu.
To ja Wam bardzo dziękuję.


