bezpłatne czasopismo polonijne ukazujące się w Niemczech | „KONTAKTY“ | In polnischer Sprache für Deutschland

Tel. 030 / 324 16 32
Fax: 030 / 357 91 850
webmaster@kontakty.org

1995 – 2024

Lipiec? Doskonały czas na złapanie oddechu 

Lato sprzyja poznawaniu nowych zakątków, próbowaniu nowych potraw i doświadczaniu tego, co wcześniej nieznane. O tym, że warto swoją uwagę skierować wgłąb siebie i zainwestować czas na poznanie tego, co w nas, rozmawiamy z coachinią oddechu, terapeutką tańca i ruchu oraz nauczycielką jogi - Kingą Konecką.

Anna Burek: Jak wyglądały Twoje początki w Berlinie?

Kinga Konecka: Do Berlina przyjechałam z miłości i właściwie zostałam tu też z miłości. To, co mnie tutaj sprowadziło to mój partner, jednak z czasem okazało się, że to, co mnie tutaj zatrzymuje to o wiele więcej. Moje początki nie były jakoś szczególnie trudne – miałam tu przecież bliską mi osobę, szybko znalazłam pracę, a grono bliskich znajomych i przyjaciół rozrastało się przyjemnie do rozmiarów, które pozwalały mi czuć się jak u siebie. To wszystko sprawiło, że raczej nie czułam się tutaj obco czy nieswojo, jednak droga, którą przeszłam w tym mieście pozwoliła mi na poczucie integracji. I choć w kontekście migracji, mówi się o integracji z innymi, jak tutaj zaczęłam pracować nad wewnętrzną integracją. To w Berlinie poczułam, jak żyć całą sobą i co to właściwie oznacza być sobą. Tutaj odnalazłam to, co dla mnie najważniejsze, ale nie tylko w otoczeniu, ale także w sobie samej. Śmieję się, że paradoksalnie Berlin, będąc sam w sobie dla mnie świetnym miejscem do życia, pokazał mi tak naprawdę, że mój dom jest tam, gdzie ja sama jestem. 

Anna Burek: Jak wyglądał proces dochodzenia do takiego poczucia?

Kinga Konecka: Tak, jak chyba w wielu przypadkach, o których ostatnio coraz więcej się słyszy – praca zawodowa bardzo mnie pochłaniała, prowadziłam duże projekty, stawiane były przede mną coraz większe wyzwania i wszystko wydawało się iść w świetnym kierunku, kiedy los postawił przede mną taką niemalże dosłowną przeszkodę – złamałam nogę, a wkrótce potem wybuchła pandemia. I nagle, chcąc nie chcąc, musiałam się zatrzymać. Nagle dotarło do mnie, że ta adrenalina związana z moją codziennością doprowadziła mnie niemalże do wypalenia zawodowego, a to, co dostarczało mi codziennych wrażeń, wcale nie było dla mnie tak korzystne, jak mi się wydawało – to, jak funkcjonowałam na co dzień miało ogromny wpływ na to, jak traktowałam moje ciało, które przecież nie ma nam służyć tylko tu i teraz, ale jak najdłużej. Poczułam, że to właściwie idealny moment, by zacząć coś zmieniać w tym obszarze mojej rzeczywistości i zaczęłam dokształcać się w tej dziedzinie. Zaczęłam od sięgnięcia po lektury związane z oddechem i na samej sobie poczułam, jak ogromny wpływ na to, jak się czujemy ma to, w jaki sposób regulujemy energię w swoim ciele za pomocą tak podstawowej czynności jak oddech. To niesamowite, jak tak niezbędna do życia czynność – przecież to ona determinuje  nasz początek i koniec – jest przez nas lekceważona. Oddychamy byle jak, wstrzymujemy oddech, nie oddychamy pełnią piersi, a do tego wmówiono nam, kobietom, że mamy mieć płaskie brzuchy i wąskie żebra, więc chodzimy pospinane, wciągamy brzuch, myśląc stale o tym, jak wygląda nasze ciało zamiast o tym, do czego nam ono właściwie ma służyć. 

Anna Burek: Czyli Twoja świadomość swojego ciała i poczucie kontroli zaczęły się od oddechu?

Kinga Konecka: Tak, a właściwie to od “wypuszczenia” brzucha. Kiedy zaczęłam w pełni oddychać, wpuszczać powietrze do wszystkich części mojego ciała, zaczęłam tym oddechem lepiej regulować emocje, a co za tym idzie – mieć lepszą kontrolę nad tym, jak reaguję na to, co się dzieje wokół mnie. To było na tyle silne doświadczenie i tak znacząca poprawa codziennej jakości życia, że zaczęłam szukać innych form rozwoju w podobnym kierunku. Tak zupełnie intuicyjnie trafiłam na zajęcia z jogi kundalini, które w połączeniu z medytacją otworzyła mnie jeszcze bardziej na siebie – pozwoliła zaufać temu, co we wnętrzu, połączyć się z tą częścią siebie, której w codziennym pędzie właściwie nie dostrzegałam. W tamtym czasie szczególnie doceniałam medytacje związane z tematem kobiecości – odkryłam, że kobiecość to nie wciągnięty brzuch, tylko ta wewnętrzna energia i siła, która z nas emanuje. A tej siły nie ma bez ruchu – to jest energia, która w nas płynie, a więc nie może być w stanie spoczynku. Z tych obserwacji wzięła się we mnie potrzeba uczestnictwa w zajęciach z terapii tańcem i ruchem – tutaj szcześliwie obaliłam kolejne przekonanie, które we mnie żyło od dzieciństwa – że choć czuję, że ruch i taniec sprawiają mi przyjemność, to nie jestem w tym dobra, bo nie potrafię zapamiętać choreografii w odpowiednim czasie. W terapii ruchem jednak nie chodzi o naśladowanie tego, co pokazuje instruktor, a o poprowadzenia ciała w sposób, jaki wskazuje nam nasze własne wnętrze. Wszystkie te doświadczenia pozwoliły mi odkryć w sobie taki spokój i zbudować zaufanie do tego, co czuję, że postanowiłam, że chcę tę wiedzą dzielić się dalej. Tak zostałam certyfikowaną instruktorką jogi, coachką oddechu oraz terapeutką ruchu i tańca, łącząc praktyczny trening z teoretyczną wiedzą dotyczącą umiejętnego prowadzenia innych osób przez proces związany z rozwojem.

Anna Burek: Czy na Twoje zajęcia trzeba się jakoś specjalnie przygotować? Do kogo są one kierowane?

Kinga Konecka: Nie ma ograniczeń wiekowych ani poziomu zaawansowania, aby dołączyć do zajęć. Wierzę, że nasza intuicja prowadzi nas właściwą drogą, podsuwa wskazówki w odpowiednim momencie, i warto jej zaufać. Nowe osoby często pojawiają się z uczuciem ciekawości, a czasem z przekonaniem, że ten obszar jej życia ma wpływ na codzienność i jej wellbeing, a dodatkowo postanowiła coś w tym kierunku zadziałać i jest otwarta na zmianę. To jest chyba taki podstawowy czynnik, który sprawia, że ktoś decyduje się uczestniczyć w moich zajęciach. Dodatkowo zauważyłam, że trafiają do mnie głównie kobiety po trzydziestce. Mam taką swoją teorię na ten temat, bo sama jestem w tym wieku i czuję, że to jest w końcu czas dla mnie – kiedy mam już pewną wiedzę na swój temat, odhaczyłam w życiu już pewne osiągnięcia, są za mną pewne doświadczenia, a jednocześnie przestrzeń na to, by spojrzeć wgłąb siebie. W tym wieku powoli przestajemy się przejmować tym, co dookoła, co myślą i mówią inni, co należy, a czego nie wypada i zaczynamy sięgać po zasoby, które są w nas samych. Wtedy okazuje się, że to intuicyjne poczucie, że wiemy, co jest dla nas dobre, co nas uwiera, co nam przeszkadza nie zawsze jest nam łatwo wyrazić, a co za tym idzie – uskutecznić w codzienności.

Tutaj trzeba by zahaczyć o temat ludzkiej świadomości i podświadomości – to są teraz modne terminy, co może w sumie sprawiać, że niektórym się wydaje, że są zarezerwowane jedynie dla wybrańców, ale prawda jest taka, że każdy z nas ma za sobą szereg doświadczeń, które pamiętamy i całą masę tych, o których zaistnieniu już nie mamy pojęcia, bo zepchnęliśmy je w otchłań nieświadomości. Wraz z przeżywaniem tych naszych trudnych momentów, zaczynamy wstrzymywać oddech, robić przerwę między oddechami – a niestety zatrzymanie wydechu oznacza, że te emocje zostają w naszym ciele, nie wypuszczamy ich na zewnątrz, nie pozwalamy na oczyszczenie. Dodatkowo nie oddychamy pełną piersią, więc ograniczamy ilość tlenu wprowadzanego do ciała, odcinając sobie dostęp do wszystkich korzyści, które z niego płyną –  głębokim oddechem podnosimy poziom dopaminy, prolaktyny i oksytocyny oraz obniżamy poziom kortyzolu, więc sposób, w jaki oddychamy ma ogromny wpływ na to, jak się czuje nasze ciało, a co za tym idzie – my sami w tym ciele. Warto zastanowić się też, w którym miejscu naszego ciała powstaje ta blokada oddechu, co nam się blokuje lub nas boli, kiedy chcemy wypełnić ciało energią – to wartościowa wskazówka co do tego, gdzie zbiera się u nas stres, pewnie niepokój. Obserwacja swoich emocji i ruchu, które one w nas wywołują to główne zagadnienie na zajęciach z terapii tańca i ruchu – i tutaj znowu, nie trzeba jakoś szczególnie się przygotowywać. Warto przyjść z otwartą głową i jakąś intencją na taką sesję, ale magia dzieje się sama.

Anna Burek: Jak wyglądają takie zajęcia z Tobą?

Kinga Konecka: Przede wszystkim, mówiąc o tej magii, warto podkreślić, że ja jedynie prowadzę grupę, ale to, co dana osoba wyniesie z takich spotkać jest już jej indywidualną sprawą i nie ma tutaj żadnego przymusu, by coś poczuć, coś wypracować, do czegoś z góry narzuconego dojść. Zauważyłam jednak, że grupa na ogół kreuje tak niesamowicie pozytywną energię siostrzeństwa, że kobiety, które wcześniej się nie znały, nie widziały na oczy, zaczyna nagle łączyć podobna historia, podobne doświadczenie, podobne odczucia. To jest niesamowite, jak takie poczucie, że nie jesteśmy same pozytywnie wpływa na proces integracji. To tak, jakby ktoś Cię poklepał po ramieniu i powiedział: wszystko z Tobą jest ok, ja też tak mam. Jednocześnie jest w nas szacunek dla tego, że ktoś może nie chcieć się otwierać czy mówić o sobie, może być bardziej wycofany czy skryty – nie ma w nas oceniania czy wartościowania zachowań innych uczestniczek, więc ta przestrzeń jest zupełnie bezpieczna i powinna być komfortowa dla każdej osoby. Warto wspomnieć, że na ten moment warsztaty inspirowane terapią ruchem i tańcem oraz jogą prowadzone są jedynie dla kobiet –  na zajęcia jogi i sesje coachingu oddechu zapraszam wszystkich, jednak te warsztatowe spotkania z ruchem na razie mają typowo kobiecą energię. Sesje grupowe zaczynamy od wspólnego przedstawienia i ustalenia celu na dany warsztat, jednak to, w jaki sposób ten cel każda osoba rozumie i wykorzystuje na własny użytek jest właściwie dowolne. Następnie zaczynamy wchodzić w blok ćwiczeniowy, który ja delikatnie moderuję, ale nie narzucam nikomu tego, w jaki sposób ma realizować dane polecenia czy rozumieć moje wskazówki. Dziewczyny mają okazję poszukać się we własnym ciele, poczuć się  w nim lepiej, wyzwolić lub zidentyfikować emocje, które w nich są. Wiadomo, że każda z nas jest inna, więc i ruch, który nami kieruje, który z nas wypływa będzie inny. Nie ma sensu ubierać go w sztywne ramy – chodzi o to, by się z nich wręcz wydostać. Warsztat kończy się wymianą wrażeń i ponownie – i choć jest ona zupełnie dobrowolna, dziewczyny dzielą się tym, co poczuły, co się w nich zmieniło, nad czym chcą dalej pracować. Ta atmosfera samoakceptacji przekłada się mocno na atmosferę całego spotkania – bardzo ubogaca.  

Anna Burek: Gdzie szukać informacji na temat organizowanych przez Ciebie spotkań?

Kinga Konecka: Zajęcia z jogi prowadzę regularnie raz w tygodniu, spotykamy się najczęściej na łonie natury, by poczuć integralność z tym, co nas otacza. Warsztaty z terapii ruchem i tańcem organizuję kilka razy w roku, a coaching oddechu prowadzę w ramach sesji indywidualnych – każdy więc może wybrać tę formę pracy nad sobą, jaka mu najbardziej odpowiada lub która wydaje się najkorzystniejsza w danym momencie życia. O aktualnej ofercie informuję na bieżąco na swoim końce na Instagramie @meetyourself.studio

Anna Burek: No właśnie, w końcu pada nazwa Twojego studio. Czy bycie trenerką, coachką pozwoliło Ci także na lepsze poznanie samej siebie?

Kinga Konecka: Dla mnie ogromne znaczenie miało uczestnictwo w certyfikowanych kursach i zdobycie warsztatu trenerki – jest to dla mnie ogromnie istotne, żeby mieć pewność, że wiem, jak poprowadzić indywidualnie osobę, ale i grupowy warsztat w taki sposób, by każdy czuł się bezpiecznie, komfortowo i wyniósł z takiego spotkania jak najwięcej dla siebie. Ja sama zaczęłam zwracać uwagę na to, że ten nasz bagaż doświadczeń jest różny, każdy startuje z inne miejsca, przychodzi z innym ładunkiem na takie zajęcia, a moją odpowiedzialnością jest zbudowanie atmosfery wzajemnego szacunku i zrozumienia – bycie świadkiem tych procesów, ale nie wchodzenie w nie zbyt głęboko, by chronić także siebie. To naprawdę ciężką praca wypracować w sobie taką postawę, która jest wymaga skupienia na innych, ale jednocześnie nie prowadzi do zaniedbywania samej siebie. Takie poczucie równowagi jest nie do przecenienia, ale chciałabym zaznaczyć, że to nie jest punkt, do którego się dochodzi i odhacza z listy rzeczy do zrobienia. Ja stale nad sobą pracuję, rozwijam się, a spotkania z moimi kursantkami i kursantami są dla mnie nieustanną inspiracją. Brzmi to banalnie, ale jak mówiłam wcześniej – energia bierze się z ruchu, więc w procesie pracy nad sobą chodzi o jej stały przepływ, a nie zatrzymanie. 

Anna Burek

Udostępnij post:

Interesujące artykuły

Dni baloniarstwa w lipcu. Podróże statkiem powietrznym

Prekursorskiej próby wzniesienia balonu wypełnionego jedynie gorącym powietrzem, dokonał w 1709 roku Bartholomeo Lourenco de Gusmao. Był on kapelanem nadwornym portugalskiego król Jana V. Od tej chwili, balony jako statki powietrzne nazywamy „portugalkami” lub „Bartolkami”, od imienia ich twórcy.

Czytaj więcej

Ubezpieczenia wakacyjne

Wakacje są okresem planowanym najczęściej już wiele miesięcy naprzód, a także wyczekiwanym z niecierpliwością. Staranne zaplanowanie wycieczki wymaga wielu przygotowań: wybieramy ubrania, zastanawiamy się nad kupnem nowego sprzętu, który wydaje nam się niezbędny lub przydatny.

Czytaj więcej
Najnowsze wydanie - lipiec 2024