Monika Sędzierska: Gdybyście miały w jednym zdaniu dokończyć: Pierogi Social Club to … ?
Julia Schneider i Natalia Smagieł: To trudne pytanie, bo to nie tylko wydarzenie społeczne, gdzie ludzie się ze sobą spotykają, to też warsztaty pierogowe, ale przede wszystkim inicjatywa z większą wizją. Chodzi o to, żeby stworzyć nową przestrzeń w Berlinie, przestrzeń, w której ludzie mogą się łączyć przez polską kulturę. Chcemy tworzyć markę, która przemawia do młodych ludzi, że ma taki fajny branding.
A dlaczego akurat pierogi, a nie żurek albo bigos?
Bo pierogi są popularne na całym świecie, to nie tylko polska potrawa. Są przecież znane jako dumplings. Ludzie lubią je jeść, ale niewiele osób potrafi je robić.
No właśnie! Chyba każdy kraj ma swoje pierogi, choćby Włosi i Chińczycy. Myślę, że na początku powinniśmy od razu wyjaśnić, że to nie jest kolejna pierogarnia na mapie Berlina. Czym się różnicie od pierogarni?

To ważne pytanie, bo wiele osób nas pyta, czy mamy restaurację, ale odpowiadamy, że nie. Jesteśmy raczej społecznością, grupą ludzi, którzy interesują się Polską i polską kuchnią. Prowadzimy wydarzenia w stylu pop-up raz w miesiącu, czasem co sześć tygodni, albo co dwa tygodnie. Staramy się częściej, ale brakuje nam czasu, ludzi i pieniędzy.
Pamiętacie moment, kiedy wpadł wam do głowy pomysł, żeby założyć taki klub?
Natalia: To było lato. Miałam wolne. Byłam w Polsce u rodziny na wsi, kiedy zadzwoniła Julka i powiedziała: Natalia, mam pomysł, zróbmy w Berlinie warsztaty lepienia pierogów. Co ty na to? A ja uśmiech od jednego ucha do drugiego. Oczywiście, że tak.
Julia: Obudziłam się tego ranka i pomyślałam: w Berlinie trzeba zorganizować warsztaty pierogowe. Nikt tego nie robi. Dlaczego? Od kilku lat piszę o polskiej kulturze w Berlinie i zauważyłam, że mamy za mało wydarzeń związanych z polską kuchnią. Dlaczego więc nie zrobić czegoś własnego? Szukałam osoby otwartej, która zna się na polskiej kuchni i wybór padł na Natalię.

Skąd ten polski kontekst?
Julia: Moja matka była Polką, ale zmarła, kiedy byłam mała, więc nie wychowałam się ani w polskiej kulturze ani w polskim języku. Poszłam jednak na polonistykę w Berlinie i tam od nowa nauczyłam się języka polskiego.
Natalia: Ja z kolei wychowywałam się w Berlinie w polskiej rodzinie. A teraz studiuję prawo. Ciągnie mnie w stronę polsko-niemieckich projektów.
Czy pierogi pomogły Wam w oswajaniu polsko-niemieckiej tożsamości?
Julia: Myślę, że warsztaty lepienia pierogów to pretekst, swoisty symbol. Chciałyśmy w ten sposób dotrzeć do takich ludzi jak my, wychowanych w Niemczech, ale mających polskie korzenie. Chcemy dać im przestrzeń do tego, żeby być razem i razem odkrywać swoją polskość.
Natalia: Ale nasze spotkania są też dla wszystkich zainteresowanych polską kulturą, bo to nie nie ma znaczenia, gdzie się człowiek urodził i gdzie się wychowywał, tylko gdzie jest jego serce.
Na czym polegają imprezy, które organizujecie?
Jesteśmy na etapie eksperymentów. Mamy warsztaty, na których lepimy pierogi i wspólnie je jemy. Mamy też spotkania, na których tylko jemy pierogi i gadamy. Chcemy też zorganizować spotkania, na których mówimy po polsku, ale póki co rozmawiamy po angielsku, żeby każdy miał szansę wziąć w nich udział. Chcemy, żeby ludzie czuli się u nas komfortowo i mieli możliwość poznawania nowych znajomych, żeby nikt nie czuł się u nas samotny.
Na koniec najtrudniejsze pytanie, jakie pierogi są najlepsze?
Natalia: Najlepsze są pierogi wigilijne z kapustą i z grzybami, takie, jak babcia robi.
Julia: Ja też bardzo lubię ruskie pierogi, ale tak naprawdę kocham wszystkie.
Dziękuję za rozmowę i za energię, którą da się poczuć nawet przez mikrofon.


