Maciej Wiśniewski: DIALOG będący polem intelektualnej polsko-niemieckiej debaty istniał od roku 1987. Pan kierował redakcją 27 lat. To cała epoka. Dlaczego musiała ona dobiec końca?
DIALOG przeszedł trudną dekadę. Kiedy do władzy doszła Zjednoczona Prawica, odebrała dotacje polskiej strony, uznając, że jest to czasopismo, którego nie da się kontrolować. Wsparł nas wówczas parlament Republiki Federalnej Niemiec. Wykorzystaliśmy ten czas, żeby stanąć na dwóch nogach. Stworzyliśmy portal Forum DIALOGU, na którym wszystkie teksty były za darmo. Powstał dobry, silny portal, który wzmocnił papierowe wydanie. Jednak w ostatnich dwóch latach naszym krytykiem, przeciwnikiem wręcz i partnerem, który nie chciał z nami rozmawiać był niemiecki MSZ.
Usłyszeliśmy oficjalnie takie hasło: „Dzisiaj papier nie ma sensu. Stawiamy na portal”. Tłumaczyliśmy, że to redakcja papierowa stworzyła portal, że jedno uzupełnia drugie, że w ten sposób niszczy się sieć, dziesiątki lat pracy, że mamy bardzo dużo czytelników i prenumeratorów. Odebrano nam jednak pieniądze na papierowe wydanie, mimo że parlament przyznał bardzo dużą dotację na kontynuację projektu. Pogorszono też warunki pracy redakcji do tego stopnia, że uznałem, iż muszę odejść. Nie mogę dalej w takich warunkach pracować. Odszedł też redaktor naczelny portalu Arkadiusz Szczepański, a stawiany pod presją wydawca: Federalny Związek Towarzystw Niemiecko-Polskich wyrzucił resztę redakcji, więc w momencie, w którym z Panem rozmawiam, nie ma redakcji DIALOGU. Do budżetu federalnego wpisana jest duża kwota na kontynuację i portalu i czasopisma, ale niemiecki MSZ blokuje czasopismo. Mamy absurdalną sytuację: pieniądze są, ale polityczna strona nie chce kontynuacji.
Nie było szansy na alternatywne możliwości finansowania?
Urzędnicy, którzy decydują w niemieckim MSZ nie znają się na mediach, a niestety w czasie wielkich wojen, prawie że światowych, mało kto interesuje się ich działaniem. Mam nadzieję, że ten kryzys, moment naprawdę już katastrofalny zwróci uwagę na los czasopisma i że znajdą się polityczne siły i sponsorzy, którzy powiedzą: nie, to jest niezwykle wartościowa sieć kompetencji.
Mam wrażenie, że wiele instytucji polsko-niemieckich ma teraz taki problem, szczególnie te, które są nie pod kontrolą jakiejś strony, szczególnie te, które są naprawdę bilateralne, wielokulturowe są uznawane jako nielojalne, trudne do kontrolowania, to się też za tym kryje. To jest bardzo niebezpieczne.
DIALOG nie znika z tego powodu, że nie ma pomysłu na przyszłość, wręcz przeciwnie, albo że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że nie ma politycznej woli po stronie niemieckiej, żeby konsekwentnie nas wspierać. Liczę trochę na to, bo mam pozytywne sygnały z polskiej dyplomacji, że spowoduje ona powrót tematu na agendę polityczną.
Koniec DIALOGU chyba symbolicznie wpisuje się w impas, jaki mamy obecnie w dialogu polsko-niemieckim w ogóle.
Zgadzam się z Panem absolutnie. Wieloletni pełnomocnik do spraw relacji polsko-niemieckich po stronie niemieckiej, Dietmar Nietan, kilka lat temu, po tym, jak przejął to stanowisko bardzo zdenerwował niemieckich dyplomatów, twierdząc, że szuflady niemieckiej polityki wobec Polski są puste. Miał na myśli bilateralne kwestie, ale też to, że nie nastąpiła intelektualna zmiana, zrozumienie, że Polska jest dzisiaj innym krajem, ważnym krajem, obojętnie kto w nim rządzi. I że trochę ten kryzys świadomie wywołany przez rząd Zjednoczonej Prawicy, przez jej retorykę antyniemiecką był też pewnym komfortem, bo można było powiedzieć: „Tamci są niedobrymi Europejczykami. My jesteśmy dobrymi”, ale teraz mamy inną sytuację. Mamy inny rząd w Polsce. Szuflady niemieckie są puste, ale niestety muszę powiedzieć, że polskie szuflady też są puste.
Jedna i druga strona mniej myśli o tym, co możemy wspólnie osiągnąć. Każdy myśli o sobie. To powoduje permanentne blokady i permanentny brak kreatywności. Poza tym każdy boi się swoich populistów, którzy nie lubią za bardzo europejskich sojuszy i kompromisów. Takie projekty jak DIALOG żyją przestrzenią wspólną, a nasze problemy są, mimo że jesteśmy małymi projektami, odzwierciedleniem dużych problemów.

Z tego, co Pan mówił są przymiarki do tego, by DIALOG kontynuować w jakiejś formie, ale nie zabrzmiało to, szczerze mówiąc, specjalnie optymistycznie?
Latem ubiegłego roku wydawca DIALOGU, Federalny Związek Towarzystw Niemiecko-Polskich, podjął decyzję, że chce kontynuować wydawanie portalu Forum DIALOGU i czasopisma DIALOG, że to jest wspólne. Moja propozycja była taka: po moim odejściu połączymy redakcje, będzie jeden szef lub szefowa obydwu projektów. Parlament niemiecki, demokratycznie wybrany absolutnie wspiera projekty polsko- niemieckie, pieniądze są i chce inwestować w dobre relacje polsko-niemieckie. Problemem jest potem egzekutywa, co ona robi z tymi pieniędzmi, jak przyznaje dotację, na jakich warunkach i na poziomie urzędniczym, nie ministerialnym MSZ uznał: Nie, nie akceptujemy waszego modelu. Nie chcemy czasopisma. Ja bym dodał, mam wrażenie, nie chcemy mieć laboratorium myśli społecznej i politycznej. Owszem, online może być, tylko pytanie jest takie, na jakich warunkach.
Warunki przyznawania są też takie w szczegółach, które bardzo utrudniają w praktyce kontynuację projektu dla Federalnego Związku Towarzystw Niemiecko-Polskich. Mamy więc taką sytuację: Związek złożył wniosek na dotacje, niestety tylko na portal i zobaczymy, czy otrzyma te pieniądze i kiedy je otrzyma. To kwestia otwarta. Z tego, co na razie nieformalnie wiem, to najwcześniej wiosną.
Oznacza to, że już ponad rok nie będzie funkcjonował portal, który miał gigantyczny zasięg. Dziesiątki tysięcy czytelniczek i czytelników w całej Europie, a teraz jest w dystrybucji numer DIALOGU 152. On nie musi być ostatnim numerem, bo mam nadzieję, że czytelnicy i różni aktorzy społeczni i polityczni powiedzą: Nie, ludzie, robimy prezent wrogom demokracji, wrogom Europy, Putin się cieszy, bo to w DIALOG-u w 2006 roku była okładka, na której był Putin jako największe zagrożenie dla Europy, Putin, używający gazociągu jako broni przeciwko nam.
Nasza redakcja ma niezwykłe zasługi jako środowisko krytyczne autorów, ale to są też tłumacze, ilustratorzy i sieć kompetencji ważnych dla nauki, dla dziennikarstwa. U nas zaczynali ludzie, którzy dzisiaj są gwiazdami. Publikowałem 25 lat temu pierwszy tekst Olgi Tokarczuk o Berlinie. Jeszcze w Niemczech nikt nie wiedział, kim jest Olga Tokarczuk. Moim autorem ponad 20 lat temu był Rafał Trzaskowski, ale też druga strona, profesor Krasnodębski. Niezwykle to jest ciekawa historia rozwoju myśli społecznej. To wszystko jest zatrzymywane, bo jakimś urzędnikowi się wydaje, że on się zna na rozwoju mediów. To jest wielki skandal.
Mimo wszystko mamy nadzieję, że historia będzie kontynuowana. Były dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, wieloletni redaktor naczelny DIALOGU, obecnie z nową misją jako prezydent Domu Historii Nadrenii Północnej Westfalii, był gościem podcastu Niemcy z bliska. Dziękuję za rozmowę
Czy polsko-niemiecki magazyn DIALOG ma przed sobą przyszłość?
Simona Koß, przewodnicząca zarządu Federalnego Związku Towarzystw Niemiecko- Polskich, wydawcy czasopisma, wydała oświadczenie, w którym pisze, że magazyn nie zostanie zamknięty, ale rozwijany w formie cyfrowej. Przyznaje jednocześnie, że wniosek o kontynuację działalności w dotychczasowej, drukowanej formie został przez niemiecki MSZ odrzucony.

